Przedszkole nr 11 w Chorzowie


Dzień siódmy

Email
No to się skończyło!
Ale zanim zamknęliśmy ostatecznie drzwi naszych pokoików zielonoprzedszkolnych, przydarzyło się nam parę niespodziewanych NIESPODZIANEK. Zgodnie z zapowiedziami i oczekiwaniami niektórych, posiadających już doświadczenie zeszłoroczne - DUSZEK ZIELONEJ NOCY nie przespał i nie próżnował. W tym roku, ze smutku że PRZYGODY ZIELONOPRZEDSZKOLAKÓW  się kończą,  urządził sobie BAL i przystroił pięknie pokoje i korytarze. Białe girlandy papieru toaletowego wypełniły cały domek Pani Uli, a niespakowane buty i papucie odtańczyły szalony taniec pożegnalny na schodach wszystkich pięter. Tym razem, rankiem nie musiałyśmy nikogo budzić. Emocje i zdziwienie pierwszych przebudzonych były tak OGROMNE, że udzieliły się pozostałym - jeszcze śpiącym, i już byli obudzeni. JEJ! ŁOŁ! OJEJKU! RANY! WIDZIAŁEŚ! PROSZĘ PANI!!! -  to najczęściej powtarzane hasła pobudkowe od godziny 6.40. Ale dzięki temu, mieliśmy wszyscy więcej czasu, żeby powoli się ubrać, dopakować resztki i takie tam drobiazgi zrobić. Jaki mądry ten ZIELONONOCNY DUSZEK! To świetny sposób na szybką pobudkę! A na dodatek, żeby nikt się nie złościł ze zbyt wczesnego wstawania - każdy znalazł dla siebie coś słodkiego na pocieszenie do przegryzania. Słodka niespodzianka upadła DUSZKOWI na stoliki i do niektórych tańczących bucików. Ale była RADOŚĆ! A DUSZEK nie oszczędził nawet Pani Asi (no bo Ona była z nami na ZIELONYM PRZEDKOLU pierwszy raz i się z DUSZKIEM jeszcze nie poznali)! Pani Asia została zaszyta w kołderkę, żeby przypadkiem z wrażenia nie wypadła z łóżeczka na podłogę, a na dodatek (chyba żeby nie wyjeżdżała jednak z Zielonego) DUSZEK  zszył jej codzienne kapciuszki. W takiej ogólnej wesołości zeszliśmy punktualnie na ostatnie śniadanie. Dziś w menu: paróweczki i różne kanapeczki! Po śniadanku - przyjechały do nas prosto z BACÓWKI serowe sznureczki dla dzieci - życzymy SMACZNEGO  wszystkim koneSEROM owczego sera. Teraz możemy iść na ostatni spacer - a że nie mieliśmy okazji zobaczyć jak wygląda centrum  PORONINA - poszliśmy właśnie tam. Przy okazji zabraliśmy nasze karteczkowe pozdrowienia, których nie mieliśmy jeszcze sposobności wysłać. Pogoda dzisiaj akurat słoneczna i spacerowa, ale niestety nie widokowa. Nad szczytami zebrały się ciężkie chmury i bez pytania o zgodę -  zasłoniły nam atrakcyjne widoki. Tak jakby chciały powiedzieć: "Chcecie więcej zobaczyć? Przyjedźcie znowu!"
Kartki zostały wzorowo wrzucone do skrzynki - na szczęście nie zapomnieliśmy ich wziąć ze sobą :))No i ................................................. pozwoliliśmy sobie przy okazji tego słonecznego pożegnania PORONINA na świderki! Jednak to nie o makarony chodzi, ani o wyposażenie Boba Budowniczego, ale o coś znacznie smaczniejszego! No bo jutro DZIEŃ DZIECKA przecież! Więc to taka LODOWA ZAPOWIEDŹ ŚWIĘTOWANIA! Przy tej okazji DZIĘKUJEMY Pani Lodziarce za mały GRATISIK!!!
Wracając - ostatnie spojrzenie na nasz mostek i rzekę, która tak bardzo zmieniła wygląd: już nie jest rwącym wzburzonym potokiem, ale owszem bystrą, lecz spokojną rzeczką, i na barwne ukwiecone łąki wokół. I choć dziś nie widzimy niezapominajek, to niebieski przetacznik też wydaje się cichutko prosić: NIE ZAPOMNIJCIE O MNIE!!!
A w domu już wszystko przygotowane do obiadu: Dziś ŚLĄSKI PRAWIE: rosołek, kluseczki białe, pieczeń wieprzowa i buraczki. PALCE LIZAĆ. Dokładkom nie było końca! Zdążył przyjechać nasz autokar! Zdążyli przyjechać POLICJANCI! Zdążyli sprawdzić nasz środek transportu i zapewnić nas, że możemy bezpiecznie pojechać do domu!!! A dzieci wciąż jadły! No bez przesady. Trochę dłużej siedzieliśmy na jadalni, bo musieliśmy PODSUMOWAĆ KONKURS CZYSTOŚCI. I tutaj NIESPODZIANKA! Wszystkie pokoje uzyskały taką samą ilość punktów!!! Wobec takich faktów WYSOKA KOMISJA SĘDZIOWSKA uzanała, że WSZYSCY uczestnicy ZIELONEGO PRZEDSZKOLA  wykazali się SUPER STARANIAMI!!! Dlatego też WSZYSCY otrzymali tytuł SUPER GOSPODYNI i SUPER GOSPODARZA  oraz oczywiście stosowną nagrodę: STATUETKĘ 100% GÓRALKI I 100% GÓRALA!:)))
W tym miejscu wyrażamy WIELKĄ WDZIĘCZNOŚĆ PRZEMIŁYM PANOM: GOSPODARZOWI WOJTKOWI ORAZ PANU KIEROWCY ( któremu DZIĘKUJEMY także za późniejszą wyrozumiałość i wszelką pomoc), którzy w tak zwanym międzyczasie - profesjonalnie  zładowali nasze tobołki do autokaru :)))
Jeszcze tylko chwila oddechu dla przepełnionych brzuszków. Jeszcze tylko zaopatrzenie w leki z ANTYLOKOMOCYJNEJ APTEKI i czas na ostateczne PODZIĘKOWANIA, BRAWA, GRATULACJE I OWACJE dla Pani ULI, no i oczywiście ostateczne POŻEGNANIE.
I  możemy wsiadać do autokaru ... I możemy wracać do domu ...
A za rok o tej samej porze, znów na ZIELONE PRZEDSZKOLE - kto będzie chciał, ten pojechać może. Tylko musimy trochę poczekać!!!
P.S.
No a potem to już była bardzo pusta droga  i bardzo spokojna podróż (tylko za dużo kompotu niektórzy wypili) i trochęprzez to podróż powrotną wydłużyli :)
P.S.
DZIĘKUJEMY RODZICOM - za wszystko co nam ułatwiało ZIELONOPRZEDSZKOLNE ŻYCIE: podpisane walizki, podpisane leki (popożyczaliśmy sobie niektórych syropów troszeczkę :)), telefony o właściwej porze, słodycze (dostarczały nowych sił w czasie maszerowania), kontakt z Nauczycielami i ogromne do nas zaufanie, komentarze do naszego BLOGA (dobrze wiedzieć, że ktoś to czyta!) i właściwe ustawienie samochodów w okolicach Przedszkola. I za docenienie naszych wysiłków ( za kwiaty także!!!).
I do następnego roku!
 
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Dzień szósty

Email
A dzisiaj się UDAŁO!
Raniutko UDAŁO się nam wstać, choć mało kto chciał, a większość mogłaby jeszcze spać i spać. Ale nie mogła - bo przecież umówiliśmy się na KOLEJNĄ WYPRAWĘ. Ale UDAŁO się nam nie spóźnić, i na śniadanku zameldowaliśmy się w komplecie, a dziewczynki jak zwykle miały grzecznie splecione warkoczyki. Nauczeni ZIELONOPRZEDSZKOLNYM doświadczeniem życiowym, wszyscy zadbali o zjedzenie właściwych porcji przed wyprawą. Jeszcze tylko konieczna porcja leków na chorobę lokomocyjną, sprawdzenie zawartości plecaków, jakości ubranych butów (żeby nikt nie wybrał się w papuciach lub sandałkach) i jesteśmy gotowi do drogi ( UDAŁO SIĘ nam być przed czasem!!!). A droga w dniu dzisiejszym zaprowadzi nas do Doliny Chochołowskiej - największej i najdłuższej doliny w naszych Tatrach - o długości około 10 km. Jednak niech nikt nie wpada w panikę:  "tym razem" nie planowaliśmy przejścia pieszego.  Dziś zafundowaliśmy dzieciom przejazd ciuchcią - kolejką - traktorem: "tym czymś" co dla dzieci jest główną atrakcją Doliny Chochołowskiej. A ...  - kilka słów o pogodzie tego ranka: pogodnie ale z potencjalną tendencją do pogarszania się ( na niebie białe, "wyczesane" chmurki już czekają na zbicie w chmurzyska - to tylko kwestia czasu). Jednak na razie - UDAJE się nam pogoda wyśmienicie!
Już zbliżając się do wsi Witów zauważyliśmy efekty wigilijnej trąby powietrznej, która przeszła Doliną Kościeliską i Chochołowską, łamiąc miejscami wszystkie drzewa jak kruche zapałki. Widok porażający: wszędzie pniaki i leżące kłody, choć w większości lasy zostały już uporządkowane.
Po wejściu na teren Dolinki za stosowną opłatą,  UDALO się nam załadować do kolorowego POJAZDU,  który na terenie Doliny Chochołowskiej przewozi chętnych turystów te parę kilometrów, aż do Polany Huciska. My byliśmy bardzo chętni. Przy okazji: DZIĘKUJEMY Panu Kierowcy za korzystny rabacik :) Szkoda, że nie można dojechać tym pojazdem aż do schroniska na Polanie Chochołowskiej :( Postanowiliśmy, że mając dwie godziny czasu - traperskim podziałem drogi - najpierw pójdziemy 1 godzinę, żeby potem wracać też 1 godzinę. Wszystko co zaplanowaliśmy - UDAŁO  się nam idealnie. Mieliśmy czas na podziwianie rozległej Doliny - zupełnie odmiennej od wczoraj poznanej Doliny Strążyskiej: o wiele szersza, z przewężeniami skalnymi, zwanymi BRAMAMI, z ciekawymi stanowiskami roślinności naskalnej - UDAŁO się nam nawet wypatrzeć ciemno niebieską GORYCZKĘ! Podobnie jak wczoraj: wzdłuż Doliny płynie strumień - choć właściwie to rwąca szeroka rzeka - znalazłyśmy jednak miejsce wybijania się źródła, gdzie potok wyraźnie sie uspokajał. Wrażenie psuły jednak połamane wzdłuż całej trasy drzewa. Dzieci same stwierdziły, że ładniejsza była Dolina Strążyska. Po godzinie wędrówki: popas, czyli obiecane śniadanko. A potem oczywiście POWRÓT. W ten sposób UDAŁO się nam zdążyć punktualnie na POLANĘ HUCISKA, skąd wynajętym POJAZDEM ( rozpisałyśmy KONKURS  na oryginalną nazwę dla tego czegoś co wozi turystów po dolince - wyniki wkrótce! ) wróciliśmy do początku Doliny. I  znów nam się UDAŁO: tym razem nie zmoknąć! Bo chmurki oczywiście się zbiły, i obietnice deszczu się ziściły! Przy okazji DZIĘKUJEMY miłej Pani z kawiarenki, że mogliśmy sobie przykucnąć pod parasolami, aż do przyjazdu naszego transportu :) Mieliśmy jeszcze w planach podziwianie WIELKIEJ I MAŁEJ KROKWI ...  ale podziwialiśmy je przez ścianę deszczu. Ale może dzięki temu UDAŁO się nam punktualnie wejść na obiad. A były dzisiaj znowu same pyszności: barszcz biały z jajkiem na białej kiełbasce. A na drugie danie: SPAGETTI. Oj, niektórym ledwo UDAŁO się wstać od stołu. Dlatego zarządzono przymusowe odpoczywanie! Które zresztą bardzo szybko się skończyło. UDAŁO się nam w ten sposób doświadczalnie dotknąć  WZGLĘDNOŚCI poczucia czasu: co dla jednych było jedynie chwilką, mgnieniem oka - dla innych stawało się wiecznością. Ale UDAŁO się nam dotrwać do podwieczorku: a tu dziś pyszna niespodzianka jogurtowa. Po tym niewielkim wzmocnieniu: czas na zajęcia TWÓRCZE!!! Dziś tworzymy obiecane KAMIENNE - STWORKI - POTWORKI.  Efekty naszej pracy zobaczycie w domu! Tak bawiliśmy się prawie do samej kolacji, ale UDAŁO się nam jeszcze przed kolacją zorganizować MINI - DYSKOTEKĘ CODZIENNĄ ( czyli bez przebierania się ). Trzeba dodać, że za oknami oczywiście cały czas padało: trochę burzy też się przytrafiło. Ale w pewnym momencie, tuż przed końcem dyskoteki, do okien zaglądnęło nam słoneczko. Z pewną intuicją, ale i zaciekawieniem wyglądnęliśmy na mokry świat za drzwiami. I UDAŁO  się nam wypatrzeć TĘCZĘ - obietnicę skarbu jak powiedział Piotruś (cokolwiek to oznacza). Radości, wiwatów i okrzyków był ogrom! A tymczasem czas na kolację - obietnicę KOŃCA DNIA,  a co za tym idzie OBIETNICĘ TRUDU PAKOWANIA! Ale jakoś tak się nam łatwo pakowało, że się nam UDAŁO  - w miarę szybko zakończyć to WSTĘPNE PAKOWANIE. Mamy tylko nadzieję, że się nam UDAŁO  w większości trafić z właściwymi rzeczami do właściwych toreb. A jak NIE,  to może nam wybaczycie i nam się też UDA??? No a teraz już można iść spać i odpocząć po długim, szóstym ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU.
P.S.
ALE ZIELONONOCNY DUSZEK GOTOWY JEST JAK ZWYKLE DO PSOT :)
 
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Dzień piąty

Email
Lol! Ale cudownie!
Ale cudownie się ten dzień zaczął! Wczorajszy dzień zakończył się cudownym, czerwonym  zachodem słońca. A dzisiaj rano, cudowne promienie porannego słoneczka wdzierały się nam pod powieki,  natarczywie wołając: "Zobacz, zobacz! Wszyscy chcieliście słonecznej pogody - to zobacz w końcu jaki piękny jest poranek". Ha i nawet Tatry w całej okazałości widoczne jak na dłoni. Z niektórych pokoi widoczny Kasprowy Wierch, a z innych Giewont. Nie ma co leżeć, trzeba szybko się zbierać, żeby zobaczyć te wszystkie cudowności jak najszybciej!
No i tak szybko żeśmy się pozbierali, że znowu śniadania żeśmy nie obfotografowali. A dobre było! Rarytasik w postaci zupki mlecznej z czekoladowymi kulkami dodał nam siły na cały dzień. Udało się nam akuratnie zdążyć na czas, wpakowaliśmy się do minibusów - i pojechaliśmy dziś w lewo: do Zakopanego, a konkretnie na początek Doliny Strążyskiej. Po drodze dech nam zapierało: bezchmurne niebo, ośnieżone szczyty tatrzańskie i na ich tle majestatyczny szaro-czarny skalisty GIEWONT.
Po zakupieniu biletów wstępu do Doliny Strążyskiej, czytając świetnie opracowane Tablice poglądowe, zapoznaliśmy się z zasadami zachowania się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz zagrożeniami, które mogą spotkać niefrasobliwych turystów. W międzyczasie - kiedy byliśmy zajęci edukacją, tuż obok nas przez drogę przebiegła wiewiórka z szyszką w pyszczku - tak szybko, że nawet nie było szansy na portrecik. Ciekawe co ona sobie myślała? Może: "Czytajcie, czytajcie - może się czegoś nauczycie i będzie się nam - zwierzętom z wami lepiej żyło!"
Możemy teraz już spokojnie rozpocząć wędrówkę! Wędrowanie dnem Doliny Strążyskiej jest łatwe, niemęczliwe, a wyjątkowo zajmujące. Idziemy wzdłuż wartkiego, zachwycającego kaskadami, małymi wodospadami, wirami, kamieniami i niespodziewanymi zakrętami - Potoku Strążyskiego. Przechodzimy przez kolejne mostki. Zdeptujemy kolejne wyślizgane kamienie, niektóre poprzecinane białymi albo czarnymi kreskami. A ile ciekawych rzeczy do obserwowania po obu stronach drogi oznakowanej czerwonym szlakiem. Ileż tu okazów barwnych kwiatów - każdy nowozauważony  gatunek trzeba uwiecznić na fotografii, żeby potem poznać jego nazwę. Wiele ciekawostek przyrodniczych: połamane drzewa porośnięte mchami i "mini-polankami zajęczej kapustki", drzewa pochylone w całości, z odsłoniętymi korzeniami - nareszcie wiadomo, co jest pod drzewem, jak wyglądają te korzenie pod ziemią. Liczne strumyki i strumienie. I w końcu ogrom ciekawych i różnorodnych form skalnych. Wymyślamy nawet dla nich nasze oryginalne nazwy: kominy, orzeł, kaczka. Zresztą każdemu kojarzą się z czym innym. Jest jednak jedna skała, która wszystkim kojarzy się tak samo: tatrzański, śpiący rycerz, czyli GIEWONT.  Widoczny w różnych miejscach szlaku w różnych odsłonach. Ale kiedy dotarliśmy do Polany Strążyskiej zobaczyliśmy Go w całej okazałości. Wielu z naszych Przedszkolaków pytało czy będziemy się wspinać na czubek jego nosa, żeby popodziwiać świat tatrzańskich widoków z wysoka. Ale to dziecięce marzenie tylko WY możecie  zrealizować :) Posiedzieliśmy sobie na Polance trochę, chwilkę małą - korzystając z cudownego opalającego słoneczka, ciszy i spokoju. ZIELONOPRZEDSZKOLAKI ponownie wszystkich zadziwiały: zachowaniem przede wszystkim, spokojem, umiejętnością znalezienia sobie sposobu na zabawę w miejscu, gdzie zabawek przecież nie ma, i na dodatek w sposób nie przeszkadzający innym w kontemplowaniu piękna tego miejsca. Jednak wiemy już, że czas płynie nieubłaganie do przodu - więc musieliśmy udać się w drogę powrotną. Jeszcze tylko pamiątkowe portrety GIEWONTA  z nami, i możemy już wracać. Punktualnie zjawiliśmy się na obiedzie u Pani Uli: dziś krupniczek - niby zwyczajny, ale zrobił furorę. Na drugie danie bezkonkurencyjne naleśniki z serem - dlatego dzisiaj prezentujemy zdjęcia pustych talerzy ( tempo jedzenia było zawrotne). Na świecie piękna, słoneczna pogoda, więc nie siedzimy w domu, tylko czas spędzamy aktywnie na dworze - pomysłów mamy wiele - każdy wie, w co lubi bawić się najbardziej. W tak zwanym międzyczasie, niezwykle ważne zadanie: chcemy przygotować widokówki z ZIELONOPRZEDSZKOLNYMI  pozdrowieniami. W tym roku to całkowicie samodzielne rękodzieło - dlatego wygląda to różnie. Najważniejsza jednak jest pamięć i ochota, a że czasami ręce, łokcie, policzki i język były bardziej pokolorowane - trudno, takie ryzyko. I w ten sposób (co prawda po drodze jeszcze był truskawkowy podwieczorek) minął czas do kolacji - aż nagle pojawiła się komenda: ZBIÓRKA: IDZIEMY NA OGNISKO! O! jakże szybko wszyscy pozbierali nasze zabawki i z jaką ochotą stanęli przed OGNISKOWO-GRILLOWĄ ALTANKĄ. A w środku, na kamiennym podwyższeniu już wesoło buzował ogień, nad którym piekły się nasze kiełbaski - a właściwie były już gotowe do jedzenia. Jednak jak długo można jeść? Zrobić co zrobić i czas na śpiewy i pląsy przy gitarze. Tymczasem słoneczko niepostrzeżenie zeszło z chmur, zeszło z gór, zeszło z pół, a ogniska już dogasał blask, więc czas na piosenkę pożegnalną i obietnicę spotkania kiedyś, przy innym ogniu. A dziś już tylko codzienne wieczorne spotkanie z Misiem Uszatkiem, baaaaardzo Wielka Kąpiel Poogniskowa, i można iść spać, i odpocząć po długim i męczącym PIĄTYM ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU.
P.S.
Na jutro nadal prosimy o prośby o odpowiedni format pogody, bo znowu chcemy pojechać i zobaczyć coś ciekawego :)
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Dzień czwarty

Email
Ups! Dzisiaj było trudno ... ze wstawaniem!
Bo trzeba było wcześniej wstać! Bo trzeba było wcześniej zejść na śniadanie! Bo trzeba było wcześniej wyjechać - bo trzeba było pojechać dalej! No i prawdę mówiąc - pogoda nie spełniła naszych oczekiwań! Co prawda chmury się podniosły, no i nie padało - ale temperatura! Powiedzmy sobie szczerze - szału nie robiła! Przeciwnie: było paskudnie zimno! Ale za to myśmy się spisywali od samego rana rewelacyjnie! Wszystko się nam udało w tempie właściwym zrobić: wstać, ubrać, najeść się śniadaniem, spakować odpowiednio i punktualnie stanąć przed domem, i czekać na nasze minibusy! W nagrodę - po drodze, naszym oczom ukazały się nieśmiało wychodzące spod chmur - ośnieżone szczyty Tatr! Cudo - choć niewyraźne jeszcze. Kiedy dojechaliśmy do Niedzicy - okazało się, że musimy zmienić radykalnie plany - w sensie kolejności realizowania naszej wyprawy. Przewodnika przydzielono nam dopiero na godzinę 15.30. Szybka BURZA MÓZGÓW  i możemy podróżować dalej. A dalej prowadzi nas wzdłuż wezbranego i szalejącego górską kipielą Dunajca. Dojechaliśmy do Przystani Flisackiej w Sromowcach Niżnych-Kątach a tu ... pustki! Z powodu poziomu wody, dziś nie odbywają się spływy tratw - zresztą kiedy zobaczyliśmy stan wody na przystani na własne oczy - przestało nas to dziwić. Dunajec i tak robi ogromne wrażenie, a dziś ta rwąca, ogromna, przelewająca się przez stopnie przystani woda, robiła wrażenie piorunujące. No więc pooglądaliśmy sobie puste, leżące do góry dnem tratwy, zasiedliśmy na pustych ławeczkach i ... zjedliśmy sobie drugie śniadanie. A potem dalej w drogę! A dalej droga prowadziła do "serca" Pienin - czyli pod TRZY KORONY. Tutaj w wyśmienitym tempie dotarliśmy do MUZEUM PIENIŃSKIEGO PARKU NARODOWEGO,  gdzie z wielkim zainteresowaniem oglądaliśmy eksponaty etnograficzne, przyrodnicze oraz zewnętrzny ogród skalny. Potem jeszcze tylko grupowe zdjęcia z górującymi nad głowami TRZEMA KORONAMI  w tle ... i możemy jechać dalej! A dalej droga prowadziła nas do Zamku w Czorsztynie. Jednak najpierw zarezerwowaliśmy sobie rejs po Jeziorze Czorsztyńskim, i dopiero potem zaczęliśmy wędrówkę na zamkowe ruiny. Co nam się tu najbardziej podobało? Oprócz ruin porośniętych mikroskopijną, naskalną roślinnością, widoki na cały zalew i płynące po nim barki i stateczki oraz drugi zamek w Niedzicy po drugiej stronie zalewu, odcisk ogromnego, starożytnego ślimaka i najprawdziwszy ślimak winniczek, który z mozołem wspinał się po zamkowej skale. Z zamku trzeba było jednak zejść! Teraz leśna dróżka zaprowadziła nas na przystań - w samą porę przyszliśmy! Nasz statek właśnie wypłynął zza skały. Ładnie się nazywał: HALNY. Ale co to halny, pytamy. I ktoś wiedział, że to silny wiatr górski. Powstała wtedy obawa, że naszym statkiem będzie mocno kiwało, ale obawy się nie sprawdziły :) Rejs był bardzo spokojny, a co najważniejsze! Mniej więcej od połowy zamku w Czorsztynie zaczęło pojawiać się słoneczko - i mogliśmy zamusztrować się na górnym pokładzie, skąd widoki były niezapomniane! Kiedy zeszliśmy po trapie na suchy ląd - nadszedł oczywiście czas OBIADU - więc, mając odpowiednią ilość czasu, mogliśmy sobie znowu nieco podjeść. Przy okazji: WIELKIE PODZIĘKOWANIA dla organizatorów rejsu, że umozliwiono nam bezpłatne korzystanie z toalety!!! :) Ale czas dalej w drogę! A droga dalej zaprowadziła nas pod zabytkowe rzeźbione drzwi zamkowe. Zdążyłyśmy na chwilę przed umówionym czasem! A tu NIESPODZIEWANA NIESPODZIANKA:  trafiliśmy na sesję zdjęciową MŁODEJ PARY, wykonywaną przy pomocy drona - dla niektórych szok technologiczny! Punktualnie o 15.30 spotkaliśmy się z naszą Panią Przewodnik: Pani ALA okazała się REWELACYJNYM PRZEWODNIKIEM! Jak ona opowiadała! Dzieci zasłuchane i zapatrzone pochłaniały historie, opowieści, legendy i ciekawostki. My DOROŚLAKI, jeździmy do Niedzicy już parę ładnych lat, a niektórych historii jeszcze nie słyszałyśmy. Przy pożegnaniu Pani ALA została przez nas nagrodzona gromkimi BRAWAMI.  Zresztą ZIELONOPRZEDSZKOLAKI również zostały pochwalone za WZOROWE zachowanie, zapatrzenie i zasłuchanie. Szkoda, że to już koniec tego ciekawego spotkania. Ale mamy jeszcze trochę czasu - bo wędrujemy w rewelacyjnym tempie i bardzo zdyscyplinowani - możemy więc zobaczyć jeszcze jedną ciekawą rzecz. Idziemy na ZAPORĘ,  gdzie w 2011 roku powstało 34 metrowe malowidło na ziemi: MOC ŻYWIOŁÓW.  Stojąc nad tymi trójwymiarowymi wodospadami, wręcz można było wyobraźnią poczuć wiejący wiatr i krople rozbryzgiwanej wody. Po sesji zdjęciowej, ostatnie spojrzenie na Jezioro Czorsztyńskie i oba zamki widoczne po obu brzegach zalewu, i trzeba wracać, żeby zdążyć punktualnie na kolację! Udało się! A Pani Uli udało się znowu zrobić nam KULINARNĄ NIESPODZIANKĘ:  ulubioną zupę pomidorową i na dodatek z ryżem, oraz ziemniaki i pałeczki kurczaka z rewelacyjną salatką z kapusty pekińskiej i kukurydzy. Wszystko znikało z talerzy w mgnieniu oka. Oj nagroda dzisiaj była zasłużona, i na dodatek  pogoda nam sprzyja: ZOSTAJEMY WIĘC W OGRODZIE DO ZACHODU SŁOŃCA!!!  Nareszcie można było pograć w piłkę, wykorzystać skakanki, gumy i wszystko co przywieźliśmy ze sobą. A zmęczenie po całym dniu i ciężkiej, długiej wędrówce (ktoś zapyta ???) Wywietrzało! Poszło w niepamięć! A słońce oczywiście za szybko zachodzi! I jeszcze tylko nasze codzienne wieczorne spotkanie z Misiem Uszatkiem, i jeszcze tylko Wielka Kąpiel, i można już iść spać i odpocząć po długim czwartym ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU.
P.S.
Składamy PODZIĘKOWANIA Wszystkim proszącym o dobrą pogodę -  za skuteczne proszenie i prosimy o więcej!!! Bo przed nami kolejne ciekawe drogi i dużo do zobaczenia!
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Dzień trzeci

Email
Niedowiary!
Niedowiary - to było pierwsze słowo, które przyszło nam na myśl dzisiejszego poranka! Na zegarach szczęśliwa godzina 6, a tu ... cisza. Na zegarach szczęśliwa godzina 7 - a tu cisza nadal. Przed szczęśliwą godziną 8 usłyszeliśmy pierwsze szeptane rozmowy??? A niektórych szczęśliwych musieliśmy obudzić przed 8.30, żeby szczęśliwie zdążyli na śniadanie!!! A na śniadaniu - kolorowy zawrót głowy: zupka mleczna, paróweczki, bułeczka z serem - i co tu wybrać? Na szczęście nie było nikogo, co jak przysłowiowy osiołek, nie wiedząc co wybrać -  ........  z głodu. U nas wszyscy się najedli. I nabrali sił, aby szybko przygotować się do przyspieszonego wyjazdu do KINA!!! Oczywiście, pomimo pośpiechu, WYSOKA KOMISJA zdążyła pooglądać sobie pokoje i wystawić właściwą punktację: i znów same 6! A potem już do minibusików i jazda w kierunku Zakopanego! Niestety po drodze nadal nie było widać ani grama gór, choć Gubałówka już jakby się oczyszczała z zalegających chmur. Jednak ogromne wrażenie na wszystkich zrobiła przewalająca się masa wody w rzece Zakopiance, wzburzonej i brązowej od wczorajszego i nocnego deszczu. Dojechaliśmy do Kina idealnie i przed czasem. Jacy byliśmy dumni, że jesteśmy punktualnie :) A jakie było nasze zaskoczenie kiedy się okazało, że seans rozpoczął się wcześniej! Podobno ktoś zatelefonował do kina, że młodsza grupa rezygnuje z filmu, bo idzie w góry - no i właściciel kina postanowił puścić film wcześniej - dla grupy szkolnej. Jednak jak tylko się pojawiliśmy i zdementowaliśmy plotki, film puszczono dla nas od samego początku. Przy okazji dziękujemy bardzo za życzliwość bardzo przyjaznej grupie szkolnej, która zobaczyła dzięki nam dwa początki filmu: UPS! ARKA ODPŁYNĘŁA! Ależ niespodziewana zbieżność tematyczna filmu z naszą deszczową realnością. Przy okazji dziękujemy za mały rabacik właścicielom kina GIEWONT :)
Dobra zabawa kinowa szybko się skończyła - jak to zwykle bywa z dobrymi zabawami. Zdążyliśmy jeszcze zrobić sobie sesję zdjęciową z głównymi bohaterami filmu. Zdążyliśmy się też umówić na ewentualny dodatkowy seans w przypadku DESZCZOWEJ NIEPOGODY DALSZEJ. Z wielką obawą wychodziliśmy z kina - oczekując właśnie owego opadu - a tu NIESPODZIANKA! Nie pada! No to idziemy na spacerek i poszukiwania PAMIĄTEK! Oj jak się nam udało z tymi PAMIĄTKAMI! Ale niech to zostanie na razie naszą słodką tajemnicą - co to jest. Spotkaliśmy się też NIESPODZIEWANIE  z PRZEDSZKOLAKAMI Z CHORZOWSKIEGO PRZEDSZKOLA NR 18,  które są na swoim ZIELONYM PRZEDSZKOLU  w Białce Tatrzańskiej. Miło było :)
Potem następna NIESPODZIANKA:  wizyta i pokaz w FABRYCE CUKIERKÓW. Niektórzy już byli w katowickiej KOPALNI CUKIERKÓW  na wycieczce z KLUBEM TRAPERA -  i dla nich nic nie było tajemnicą, ale dla reszty: obserwacja tworzenia cukierków, zmieniania kolorów, kształtów, ugniatanie, formowanie palcami oraz cięcie nożyczkami masy cukierkowej - było FASCYNUJĄCE!
A potem już szybciutko na obiadek, bo prawdę mówiąc byliśmy i głodni, i przede wszystkim lekko zmarznięci. Zanim jednak wsiedliśmy do naszych transportowców, zauważyliśmy wyłaniające się spod grubej warstwy chmur, skalne boczki - ozdoby zakopiańskiego krajobrazu - majestatycznego GIEWONTU. Okazało się, że Tatry są na swoim miejscu! No i jest szansa, że być może nie dziś, ale już jutro je zobaczymy ( i dzieci naocznie się przekonają, że jednak naprawdę jesteśmy w górach).
Obiadek zniknął tak szybko, jak szybko się pojawił. Dziś: zupa kalafiorowa po góralsku (no u nas się takiej zupy nie gotuje - ale wszyscy jedli ze smakiem) oraz ryż z gulaszem z kurczaka - rewelacja! Na podwieczorek babeczka - oczywiście było jej za mało!!! Taka była pyszna! Pomiędzy obiadem a babeczką był oczywiście odpoczynek i wspominanie filmowej przygody PLUSZCZAKÓW.  Tak powstała kolejna strona naszego DZIENNICZKA - PAMIĘTNICZKA. Po słodkiej babeczce, spoglądając na bezdeszczowe podwórko - postanowiliśmy iść na spacer i sprawdzić próbnie stan PELERYN przed jutrzejszą wycieczką. . Dziś dla odmiany poszliśmy drogą w lewo, która poprowadziła nas wzdłuż strumyka i dróżki wierzbowej, do wezbranej rzeki PORONIEC, a potem do sklepu w poszukiwaniu WIDOKÓWEK! A że potrzebujemy ich ponad 100!!!  - złożyliśmy tylko zamówienie, będą jutro do odbioru, za co również DZIĘKUJEMY właścicielom sklepu. W drodze powrotnej do domu obserwowaliśmy przedstawicieli wiejskiego inwentarza: kurki, gąski, owieczki ( jeden baranek miał niespotykane rogi ). A przed wejściem na most dogonił nas niespodziewany POMYSŁ! Zrobimy sobie kamiennego PLUSZCZAKA GÓRSKIEGO! Musiał się więc znaleźć czas przed kolacją, na zbiory odpowiedniej wielkości kamieni, z których sobie potem pokleimy kamienne stworki. I znów z wielkim apetytem wkroczyliśmy do jadalni - a tu prawdziwy rarytasik: zapiekanka! Ledwo zdążyliśmy zrobić GRYZĄCE ZDJĘCIA tej pysznej kolacji.
A teraz już tylko Wieczorne spotkanie z Misiem Uszatkiem, potem: Wielkie Kąpanie po całodziennych spacerach ( jeszcze w oczekiwaniu na prysznice można było powspominać spacer nad wzburzoną rzeką, i narysować co trzeba ) i potem już można było iść spać i odpocząć po tym długim trzecim ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU.
P.S.
UWAGA!!! Jutro nas nie ma! To znaczy będziemy, ale się wybieramy w Pieniny, a tam się przebywa w zagranicznej strefie telekomunikacyjnej!!! Nie będziemy odbierać telefonów!!! Prosimy się nie denerwować!  Prosimy dzwonić do godziny 9.00 i po godzinie 18.30!!!
I prosimy prosić o właściwą pogodę!!!
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Dzień drugi

Email
Długi deszczowy tydzień?
Dużo wody wokół? W takim razie bierzemy byka za rogi ... i jedziemy się moczyć. Po szybkim śniadaniu - tak szybkim, że nie zdążyliśmy się obfotografować - równie szybko byliśmy gotowi do drogi i ... moczenia (hi, hi, hi - jakkolwiek to brzmi). Ale, ale - zdążyliśmy jeszcze posprzątać pokoje, nauczyć się składania kołderek, piżamek, chowania śmieciuszków do koszy ... I zdążyła jeszcze przejść WYSOKA KOMISJA i BYSTRYM OCZKIEM - acz łaskawym w pierwszym dniu TURNIEJU CZYSTOŚCI - zlustrować stan wszystkich pokoików. Wyniki nas zaskoczyły - to znaczy WYSOKA KOMISJA  była bardzo zadowolona: wszystkie pokoje LŚNIŁY porządkiem na 6 :) No więc mogliśmy całkiem zasłużenie udać się do PRZYBYTKU DOBREJ WODNEJ ZABAWY. Na zewnątrz mokro - z góry pada, na dole kałuże, więc trzeba było szybko przemaszerować do TERMY BANIA w Białce Tatrzańskiej. A tu w środku puściutko, cieplutko i przytulnie. Obsługa zachwycona PRZEDSZKOLAKAMI - "takie grzeczne dzieci!!!" Wykupiliśmy sobie wstęp na 2,5 godziny, a że zostaliśmy obdarowani przez naszą Gospodynię - Panią Ulę - KARTAMI TATRZAŃSKIMI -  w ramach specjalnej promocji dołożono nam 30 darmowych minut. 3 godziny wodnego szaleństwa!!! Ha! Wieczornej kąpieli dzisiaj już na pewno nie będzie, bo się nam paluszki rozmoczą:))) Przebieranie, pilnowanie rzeczy, chowanie w szafkach - poszło rewelacyjnie i sprawnie. Obok przygotowywała się grupa gimnazjalistów - opiekunowie patrzyli na naszych PRZEDSZKOLAKÓW  z podziwem. A my byłyśmy DUMNE!!!  Bo to nie nasze ręczniki się pogubiły, nie nasze kurteczki zostały na ziemi, i takie tam ... Jeszcze tylko meldunek i pogadanka z RATOWNIKIEM. I już można chlupnąć! Woda w brodziku cieplutka - wszyscy bez oporów rzucili się w jej zachęcającą toń. I jakie atrakcje: wypełniające się wodą kubełki, które niespodziewanie się przechylały i oblewały wszystkich wodą, bicze wodne, kula - fontanna, kaskada wodna spływająca po zielonych liściach. Po dłuższej chwili beztroskich zabaw w brodziku - odważni powędrowali na zjeżdżalnię. Ale radocha! Niektórzy mogli już powspinać się na jeszcze większą zjeżdżalnię i odważnie SPŁYNĄĆ  w pontonach. Nie dowiary, jak szybko minęły te trzy godziny. Na spokojnie zdążyliśmy się ubrać, wysuszyć i znów zachwycić obsługę swoim SUPER ZACHOWANIEM. GRATULACJE!!!
Ale wszyscy czekali już na obiad! Oj dzisiaj w brzuszkach burczało okropnie! A mówiłyśmy przy śniadaniu, że woda "wyciąga". Pewnie wszyscy się zastanawiali - co takiego ona wyciąga? A to chodzi o siły! Dlatego - żeby zregenerować utracone siły, wszyscy dziś znowu pięknie zjedli obiadek. A dziś w menu: zupa jarzynowa z zacierką, ziemniaki, kotlet mielony i marchewka z groszkiem. Na podwieczorek pożywny banan. Mówi się, że dzieci to MAŁE BATERYJKI -  bo szybko ładują siły. Wystarczyło pół godziny odpoczynku, i znów wszyscy byli gotowi do działania. Więc działamy: rozpoczęliśmy tworzenie PAMIĘTNIKA - DZIENNIKA Z ZIELONEGO PRZEDSZKOLA. A potem NIESPODZIANKA!!! W  tym celu Maciek obszedł wszystkie pokoje ze stosownym OGŁOSZENIEM. A że jesteśmy czytającą gromadką - wiadomość odczytali wszyscy łatwo. I zaczęli się pojawiać na świetlicy, w swoich specjalnie przygotowanych strojach, z radością na twarzy i ogromną ochotą na dobrą zabawę. Tańce rozpoczęły się POLONEZEM -  no tak, to nie pomyłka. Trzeba przecież trochę potrenować, bo za kilka tygodni czeka nas UROCZYSTOŚĆ POŻEGNANIA PRZEDSZKOLA,  która tradycyjnie rozpoczyna się  w naszym Przedszkolu właśnie POLONEZEM. Ale potem przyszedł czas na znane i lubiane przeboje. A zabawa trwała aż do zbiorowego odtańczenia  tańca: CZEKOLADA, przekształconego niespodziewanie w taniec: NA KOLACJĘ!
Niektórzy byli niezadowoleni ... Ale niedługo! Jak tylko zobaczyli, co Pani Ula wnosi do jadalni - zapomnieli o tanecznych szaleństwach ... Dziś na kolację - leniwe pierogi! Mniam, rozpływały się w ustach. Dokładkom nie było końca - ale przecież na noc się TYLE nie je!!!
Teraz już tylko Wieczorne spotkanie z MISIEM USZATKIEM w ramach DOBRANOCKI. Już tylko  MAŁE MYCIE - przecież chronimy paluszki przed rozpuszczeniem :) Jeszcze tylko spokojne rysowanie kolejnej  strony w PAMIĘTNIKU - DZIENNIKU: oczywiście wspomnienia z mokrego basenowego szaleństwa. I mogliśmy iść spokojnie spać i odpocząć po tym drugim, długim ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU.
Acha! Serdecznie dziękujemy WSZYSTKIM za komentarze, podziękowania i pozdrowienia!!! Staramy się jak możemy:)
alt
 
alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Dzień pierwszy

Email

No to się zaczęło ...
Pięknie nas żegnaliście:) Rączki Wasze nam machały i machały ... A myśmy nie odjeżdżali, i nie odjeżdżali ... Ale nie dlatego, że ktoś się wyrywał do drzwi autokaru! O nie! Proza życia! Pan Kierowca po raz pierwszy prowadził ten autokar i nie posiadał (niestety) kompetencji lub raczej wiedzy, do obsługiwania odtwarzacza filmów. A my czekaliśmy na bajki!!! Jednak się tym razem nie udało - więc pojechaliśmy na sucho - to znaczy nie tylko bez łez, ale i bez bajeczki. I proszę Państwa! Okazało się, że filmy nie są potrzebne! Widoki są upajające i rozmowy w doborowym towarzystwie znakomicie wypełniają czas podróży! Niestety od Myślenic - gdzie spokojnie, jeszcze w aurze bezdeszczowej zjedliśmy sobie słodką przekąskę - widoki się nam pogorszyły, bo zaczęło pokapywać, padać, lać ... Jednym słowem: przed nami na horyzoncie DŁUGI DESZCZOWY TYDZIEŃ - Adam Bahdaj kiedyś ( w czasach dziś już prehistorycznych, dziciństwa niektórych) napisał taką książkę, ale jak się potem okazało, ten tytułowy TYDZIEŃ był nieoczekiwanie ciekawy! Więc my też mamy pewną szansę i perspektywy. Ale wróćmy do podróży ... Nieoczekiwanie szybko - bo przez Czarny Dunajec, omijając trudny zakręt w Poroninie, dotarliśmy na Jesionkówkę, do naszego żółtego ZIELONOPRZEDSZKOLNEGO DOMU. Na szczęście deszczyk był dla nas łaskawy - i już tylko siąpił delikatnie, ale na tyle okazale, że musiałyśmy się lekko sprężać. Chwała Wam i Podziękowania  Tym Wszystkim, którzy pięknie podpisali bagaże dzieciom! :)
O jakże nam to ułatwiło wędrówki po niekończących się schodach. Jest szansa na małe zakwasy! Podział na pokoje z zastosowaniem metody doboru naturalnego - niesterowanego, również poszedł niespodziewanie sprawnie. Każdy wybrał kogo chciał - i zapanowała ogólna radość z pobytu w pokojach i uwalniania zawartości bagaży: na wolność i do szaf. Mamy nadzieję, że podczas ubierania, Każdy będzie pamiętał co jest czyje - zresztą, propagujemy przecież tak ważne cechy jak: koleżeństwo, umiejętność dzielenia się i wzajemną pomoc ... więc jeżeli raz czy drugi, ktoś ubierze nie to co jego, a innego - to przecież nic złego :)
Nadszedł czas obiadu - bo już i zapachy właściwe do nas dolatywały, i dźwięki odpowiednie brzuszki nasze wydawały.  W jadalni dzisiaj bardzo przyjazne dania, nawet dla największych niejadków: rosołek oraz ziemniaki z okazałą piersią kurczaka i mizerią. Te pyszności bardzo szybko zniknęły z talerzy i mogliśmy się udać na chwilkę - dosłownie chwilunię - odpoczynku i relaksu. Bo już zaraz potem spotkaliśmy się w naszej świetlicy na imprezie urodzinowej. Nasza Nikola - dzisiejsza solenizantka, miała dla wszystkich słodką niespodziankę, w postaci płonącego torciku z ptasiego mleczka. Jakie tajemnicze były te świeczki  na torcie urodzinowym ... Strzelały zimnymi ognikami, a Nikola mogła pomyśleć nie jedno, ale wiele, wiele, wiele życzeń urodzinowych - bo świeczki nie dały się zmuchnąć! Ale w końcu się udało! W ten sposób, w słodkich nastrojach zaczęliśmy bardzo skomplikowane negocjacje w temacie KODEKSU ZIELONEGO PRZEDSZKOLA.  Ustalenia jednak były jednoznaczne i optymistyczne: wszyscy już doskonale wiedzą jak rozpoznać dobrze wychowanego ZIELONOPRZEDSZKOLAKA. Każdy to opowiedział, orysował i opisał. Jak potrafił. W nagrodę można się było posilić słodkim deserem. Mniam - teraz mieliśmy dostatecznie dużo sił na eksplorację świata zewnętrznego. No i jak się okazało - wszyscy jesteśmy do tego świetnie przygotowani. Na podwórku spotkały się dokładnie 34 pary KALOSZY, przygotowanych do wymarszu i ciekawych drogi. Po krótkim tańcu organizacyjnym, KALOSZE ustawiły się czwórkami - czyli ich właściciele parami, i ruszyliśmy przed siebie ...  w prawo! Bo taką dzisiaj wybraliśmy drogę. Och ile by było pisania i wyliczania co widzieliśmy: łąkę mleczyków, szczekające psy, kałuże jedna za drugą, mchy i paprocie, pierwiosnki i niezapominajki, pierwsze grzyby trujki, ślady po wiewiórkach, odgłosy ptasie, krowie, owcze i końskie. I jedna taka roślinna zagadka  jest na zdjęciu tam poniżej, z jasnymi i ciemnymi listkami - a Wy musicie odgadnąć: CO TO JEST???
A kiedy wróciliśmy - bo zegarki nieubłaganie wołały: KOLACJA!!! - nawet zdążyliśmy sprawdzić stan boiska ( nadaje się doskonale!) zjeżdżalni, huśtawek i ogrodu przed domem. Kolacyjne kanapki szybko wpadały do brzuszków - bo też były pyszne. A potem ... A potem to NIESPODZIANKA! Zajęliśmy się bardzo zajmującym zajęciem  - z wielkim zacięciem. Szybko było gotowe - ale zrobiliśmy na razie tylko połowę :) Potem była DOBRANOCKA -  czyli spotkanie z Misiem Uszatkiem. A na koniec dnia, po myciu - zajęliśmy się znowu naszym zajmującym zajęciem - i znowu z wielkim zacięciem :) I znów szybko było gotowe - i tak zrobiliśmy drugą połowę! I mogliśmy spokojnie iść spać i odpocząć po tym długim, PIERWSZYM ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU!
A dla każdego ciekawego, ale przede wszystkim dla każdej MAMY - pod wklejonym linkiem coś CIEKAWEGO MAMY! Jak się uda pokonać trudności techniczno-operacyjne. Więc cierpliwości i trzymamy kciuki za technologię informatyczną i cyfryzację!!!

alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt