Przedszkole nr 11 w Chorzowie

Dzień szósty

Email
A dzisiaj się UDAŁO!
Raniutko UDAŁO się nam wstać, choć mało kto chciał, a większość mogłaby jeszcze spać i spać. Ale nie mogła - bo przecież umówiliśmy się na KOLEJNĄ WYPRAWĘ. Ale UDAŁO się nam nie spóźnić, i na śniadanku zameldowaliśmy się w komplecie, a dziewczynki jak zwykle miały grzecznie splecione warkoczyki. Nauczeni ZIELONOPRZEDSZKOLNYM doświadczeniem życiowym, wszyscy zadbali o zjedzenie właściwych porcji przed wyprawą. Jeszcze tylko konieczna porcja leków na chorobę lokomocyjną, sprawdzenie zawartości plecaków, jakości ubranych butów (żeby nikt nie wybrał się w papuciach lub sandałkach) i jesteśmy gotowi do drogi ( UDAŁO SIĘ nam być przed czasem!!!). A droga w dniu dzisiejszym zaprowadzi nas do Doliny Chochołowskiej - największej i najdłuższej doliny w naszych Tatrach - o długości około 10 km. Jednak niech nikt nie wpada w panikę:  "tym razem" nie planowaliśmy przejścia pieszego.  Dziś zafundowaliśmy dzieciom przejazd ciuchcią - kolejką - traktorem: "tym czymś" co dla dzieci jest główną atrakcją Doliny Chochołowskiej. A ...  - kilka słów o pogodzie tego ranka: pogodnie ale z potencjalną tendencją do pogarszania się ( na niebie białe, "wyczesane" chmurki już czekają na zbicie w chmurzyska - to tylko kwestia czasu). Jednak na razie - UDAJE się nam pogoda wyśmienicie!
Już zbliżając się do wsi Witów zauważyliśmy efekty wigilijnej trąby powietrznej, która przeszła Doliną Kościeliską i Chochołowską, łamiąc miejscami wszystkie drzewa jak kruche zapałki. Widok porażający: wszędzie pniaki i leżące kłody, choć w większości lasy zostały już uporządkowane.
Po wejściu na teren Dolinki za stosowną opłatą,  UDALO się nam załadować do kolorowego POJAZDU,  który na terenie Doliny Chochołowskiej przewozi chętnych turystów te parę kilometrów, aż do Polany Huciska. My byliśmy bardzo chętni. Przy okazji: DZIĘKUJEMY Panu Kierowcy za korzystny rabacik :) Szkoda, że nie można dojechać tym pojazdem aż do schroniska na Polanie Chochołowskiej :( Postanowiliśmy, że mając dwie godziny czasu - traperskim podziałem drogi - najpierw pójdziemy 1 godzinę, żeby potem wracać też 1 godzinę. Wszystko co zaplanowaliśmy - UDAŁO  się nam idealnie. Mieliśmy czas na podziwianie rozległej Doliny - zupełnie odmiennej od wczoraj poznanej Doliny Strążyskiej: o wiele szersza, z przewężeniami skalnymi, zwanymi BRAMAMI, z ciekawymi stanowiskami roślinności naskalnej - UDAŁO się nam nawet wypatrzeć ciemno niebieską GORYCZKĘ! Podobnie jak wczoraj: wzdłuż Doliny płynie strumień - choć właściwie to rwąca szeroka rzeka - znalazłyśmy jednak miejsce wybijania się źródła, gdzie potok wyraźnie sie uspokajał. Wrażenie psuły jednak połamane wzdłuż całej trasy drzewa. Dzieci same stwierdziły, że ładniejsza była Dolina Strążyska. Po godzinie wędrówki: popas, czyli obiecane śniadanko. A potem oczywiście POWRÓT. W ten sposób UDAŁO się nam zdążyć punktualnie na POLANĘ HUCISKA, skąd wynajętym POJAZDEM ( rozpisałyśmy KONKURS  na oryginalną nazwę dla tego czegoś co wozi turystów po dolince - wyniki wkrótce! ) wróciliśmy do początku Doliny. I  znów nam się UDAŁO: tym razem nie zmoknąć! Bo chmurki oczywiście się zbiły, i obietnice deszczu się ziściły! Przy okazji DZIĘKUJEMY miłej Pani z kawiarenki, że mogliśmy sobie przykucnąć pod parasolami, aż do przyjazdu naszego transportu :) Mieliśmy jeszcze w planach podziwianie WIELKIEJ I MAŁEJ KROKWI ...  ale podziwialiśmy je przez ścianę deszczu. Ale może dzięki temu UDAŁO się nam punktualnie wejść na obiad. A były dzisiaj znowu same pyszności: barszcz biały z jajkiem na białej kiełbasce. A na drugie danie: SPAGETTI. Oj, niektórym ledwo UDAŁO się wstać od stołu. Dlatego zarządzono przymusowe odpoczywanie! Które zresztą bardzo szybko się skończyło. UDAŁO się nam w ten sposób doświadczalnie dotknąć  WZGLĘDNOŚCI poczucia czasu: co dla jednych było jedynie chwilką, mgnieniem oka - dla innych stawało się wiecznością. Ale UDAŁO się nam dotrwać do podwieczorku: a tu dziś pyszna niespodzianka jogurtowa. Po tym niewielkim wzmocnieniu: czas na zajęcia TWÓRCZE!!! Dziś tworzymy obiecane KAMIENNE - STWORKI - POTWORKI.  Efekty naszej pracy zobaczycie w domu! Tak bawiliśmy się prawie do samej kolacji, ale UDAŁO się nam jeszcze przed kolacją zorganizować MINI - DYSKOTEKĘ CODZIENNĄ ( czyli bez przebierania się ). Trzeba dodać, że za oknami oczywiście cały czas padało: trochę burzy też się przytrafiło. Ale w pewnym momencie, tuż przed końcem dyskoteki, do okien zaglądnęło nam słoneczko. Z pewną intuicją, ale i zaciekawieniem wyglądnęliśmy na mokry świat za drzwiami. I UDAŁO  się nam wypatrzeć TĘCZĘ - obietnicę skarbu jak powiedział Piotruś (cokolwiek to oznacza). Radości, wiwatów i okrzyków był ogrom! A tymczasem czas na kolację - obietnicę KOŃCA DNIA,  a co za tym idzie OBIETNICĘ TRUDU PAKOWANIA! Ale jakoś tak się nam łatwo pakowało, że się nam UDAŁO  - w miarę szybko zakończyć to WSTĘPNE PAKOWANIE. Mamy tylko nadzieję, że się nam UDAŁO  w większości trafić z właściwymi rzeczami do właściwych toreb. A jak NIE,  to może nam wybaczycie i nam się też UDA??? No a teraz już można iść spać i odpocząć po długim, szóstym ZIELONOPRZEDSZKOLNYM DNIU.
P.S.
ALE ZIELONONOCNY DUSZEK GOTOWY JEST JAK ZWYKLE DO PSOT :)
 
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Komentarze 

 
# udalo siekala101 2015-05-31 04:32
Super ze wsystko sie udalo, zreszta nie moglo byc inaczej :-) dzielne te nasz sloneczka i jakie piekne kamyczaki zrobili cudownosci
 
 
# Szczęśliwej podróży!Małgosia 2015-05-31 07:27
Gorące pozdrowienia dla dzielnych zielono-przedszkolaków :-) , wielkie podziekowania dla Pań za wspaniałe pomysły i zaangażowanie! Szczęśliwej i spokojnej podróży do domu! Czekamy na Was z utęsknieniem!
 

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych użytkowników