Przedszkole nr 11 w Chorzowie

Zielone Przedszkole 2016

Dzień trzeci

Email
"Stary niedźwiedź mocno śpi" - można by było dziś rankiem zaśpiewać. I nie była to jakaś strasznie wczesna godzina - o nie! Było około 8, kiedy jedna z mam, mając nadzieję na poranne śniadanko w kontakcie z dzieckiem, dowiedziała się, że: niewiadomo czy córeczka już się dobudziła. I tak miała dzisiaj zdecydowana większość ("Siedzę tak od godziny - a oni ciągle śpią!"). Wszyscy byli zdziwieni: co? Już na śniadanie? Długi, zdrowy i spokojny sen, zdecydowanie jednak nie spowodował zmian w programie dnia: śniadanie rozpoczęło się o zapowiadanej wcześniejszej porze. Zostało zjedzone z właściwym smakiem: kolejka po zupkę mleczną była zdecydowanie dłuższa, chyba 100%. Dostawa płatków była kilkakrotna. Bułeczki również cieszyły się wzięciem. A pomimo bogatego śniadania, perfekcyjnie zdążyliśmy na czas. To znaczy: na czas przyznać pierwsze punkty za właściwy poziom nocnego odpoczynku w naszym ZIELONOPRZEDSZKOLNYM  KONKURSIE, na czas posprzątać pokoje i przyznać kolejne punkty za aktualną czystość w naszym ZIELONOPRZEDSZKOLNYM K KONKURSIE. Na czas przygotować prowiant i ekwipunek na dzisiejszą wyprawę. Na czas oczekiwać na minibus, który zawiózł nas do Bramy Doliny Strążyskiej. Emocje zaczęły się już przy wyjeździe z Poronina, kiedy w oknach minibusa pojawiły się skaliste granie tatrzańskie: wyjątkowo ostro widoczne. Pomiędzy zabudowaniami, drzewami i reklamami, raz po raz pojawiał się Giewont - górski symbol Zakopanego i zapowiedź celu naszego dzisiejszego wędrowania. Kiedy zakupiliśmy już bilety wstępu do TPN, poodbijaliśmy 30 pieczątek jednego rodzaju i 30 pieczątek drugiego rodzaju, i oznakowaliśmy się odblaskowymi chustami - mogliśmy na dobre rozpocząć wędrówkę. Na początek potrzebna była odrobina wiedzy teoretycznej, a potem już mogliśmy wkroczyć do Parku Narodowego i zdobywać praktyczne doświadczenie przyrodnicze. I znów chłonęliśmy te niepowtarzalne cuda natury wszystkimi zmysłami. Węchem: aromaty kwiatów, ziół i lasów, ale też bystrej, górskiej wody przelewajacego się ze strony na stronę Strążyskiego potoku. Słuchem: świergoty, trele, a nawet dzięciołowe stukania, ale przede wszystkim szmer, szelesty, bulgotania i pluski wody, płynącej wzdłuż całego szlaku. Wzrokiem: przede wszystkim wszechogarniającą nas zieloność, ogrom paproci, mchów i kwiatów. I jakiś szczególny dzień motylich spotkań: zwykłe Bielinki latające całymi stadami, ale spotkaliśmy też Rusałkę Admirała, Rusałkę Kratkowca i niezwykłego Zorzynka Rzerzuchowca. Niezwykłe są oczywiście skały, dziwne formy, kształty: można wymyślać co przypominają, lub z czym się kojarzą - obserwacje naoczne i lornetkowe. Skały to małe ogródki: na każdym poziomym kawałeczku, wypełnionym odrobiną ziemi, wyrastają te same paprocie, te same kwiatki - ale o ile mniejsze - wielka przyrodnicza tajemnica. A potok - ile dostarcza wrażeń: omszałe głazy, małe i ogromne skały w wodzie, wodospady, pojawiające się kipiele i kotłowanina spadającej wody ... Nie sposób tego wszystkiego opisać. Tu trzeba przyjechać samemu:)  No i na takich obserwacjach upłynęła nam droga do Polany Strążyskiej, a na dodatek cały czas trzeba uważać na drogę: na kamienie, korzenie, kałuże, pojawiające się i kończące mosty. A jeszcze trzeba w drodze o tym wszystkim poopowiadać. Weszliśmy na Polanę i oczywiście wzbudziliśmy ogromne zainteresowanie, także nienagannym zachowaniem :) Tu duże Brawa dla naszych Przedszkolaków. A kiedy po regenerującym siły, piciu i jedzeniu (śniadaniowe bułki smakują tu jeszcze bardziej!) wszyscy zasłuchali się w legendę o uśpionych w górze Rycerzach i starym Giewoncie, obserwowali tak bliski szczyt, wskazując w nim szczegóły ludzkiej twarzy i na dodatek potem z zapałem zaczęli porównywać, rysować, szkicować i cieniować - ogólny zachwyt nad naszą grupą był jeszcze większy. Niestety - czas mija, nie ma na to rady! Jeszcze tylko ostatnie wspinaczki na pierwsze skałki, jeszcze pamiątkowe zdjęcia z lokatorami wspólnego pokoju i "trzeba się odwrócić i  do domu wrócić". Czas powrotu niektórzy wykorzystali na regenerujący siły sen i przy obiedzie (góralska zupa kalafiorowa, a na drugie ryż z przepyszną potrawką z kurczaka) byli już gotowi do dalszego działania. Ale wszyscy muszą sobie trochę odpocząć - nawet my (piszący te słowa), a więc dla każdego zafundowaliśmy muzyczny relaks w łóżeczku. No i na dobre nam wyszło. Po umówionym czasie wyszliśmy na dwór, bo pogoda dziś bardzo łaskawa :). I zmęczone całodniowym maszerowaniem dzieci - zbrały się do zabaw sportowych ze zdwojonym zapałem. Oczywiście towarzyszyło nam "spożywcze" wsparcie, w postaci podwieczorku (truskawki) no i Waszych pysznych "drobnych" darów. Palce lizać!!! DZIĘKUJEMY:) Na koniec dnia jeszcze jedna niespodziewana pychotka. Na kolację czekał nan nas domowej roboty hot-dog (który się nam się tu w kadrze nie zmieścił już). Pyszna kolacja to jeszcze nie koniec dnia!!! Czekał na nas umówiony wczoraj seans filmowy: "Gdzie jest Nemo?" Nieco martwiła nas emocjonalno-rodzinna fabuła, ( ułatwiająca rozklejanie się - ale nic takiego nie nastąpiło, więc oddetchnęłyśmy z ulgą, że chusteczki nie okazały się potrzebne). A po filmie? To już definitywny koniec dnia!!! Jeszcze tylko ważne życiowe pytania toaletowe (?) mycie, kąpiel, no i ziewanko. I spanko - do jutra. A jutro? A jutro prosimy nas nie szukać w eterze - bo będzie nas łapać zagraniczna sieć i z tego koszty możemy mieć :)))
alt
 
alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Komentarze 

 
# RE: Dzień trzecikala101 2016-06-07 04:09
Dumni z naszych dzielnych przedszkolaków jesteśmy bardzo i siły i zdrowia życzymy :) Laurusiu i oby ta chrypka ci odpuściła bo szkoda czasu na chrypki :) Całuski
 
 
# Dzień trzeciwioligr 2016-06-08 09:26
Powietrze sprzyja dzieciaczkom w spaniu :lol: Odpoczywajcie i cieszcie się widokami:)Całus ki przesyłamy :-*
 

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych użytkowników