Przedszkole nr 11 w Chorzowie

Zielone Przedszkole 2017

Dzień Drugi

Email
W Poroninie pod górami, nad łąkami, pod lasami, kozy kują podkowami?
Nie! To tylko przedszkolaki znów zrobiły rumor taki:
Spakowały swe plecaki, zawiązały sznurowadła
I wędrują pod chmurami jakby ptaki.

A wcale nie! Bo nie było ani jednej chmurki ani obłoczka na niebie. Ale od początku ... Rano, dość wcześnie jak na niedzielny poranek, bo około godziny szóstej, ktoś przebiegł jak wicher szalony z dołu do góry po wszystkich piętrach, no i się zaczęło ... Ale na niektórych nie zrobiło to żadnego wrażenia i spali snem sprawiedliwych aż do samej 8.30 ledwo,  ledwo zdążając na śniadanie. A na śniadaniu - jaka niespodzianka dietetyczna: prawie 100% przedszkolaków zajada się zupą mleczną (oczywiście są tacy co wolą same chrupki, a mleka jak najmniej, albo czekają z upodobaniem, aż z całości zrobi się "apetyczna bryja") ale reklama: Pij mleko będziesz wielki zrobiła swoje:) Potem jeszcze po bułeczce i można w tempie szykować się do wymarszu. Jedziemy szosą "widokową"  w kierunku wejścia do TPN Wierch Poroniec. Tu zaczynamy nasze wędrowanie szlakiem zielonym - oczywiście po przybiciu 40 pieczątek TPN i jeszcze 40 okolicznościowych. Teraz też jeszcze nie możemy iść - no bo co to oznacza Park Narodowy? co wolno, a czego nie należy? Ale kiedy wiedza należycie uzupełniona i uściślona: można iść!  Ścieżka wije się, skręca, ukazując to z lewej, to z prawej strony strome, skalne granitowe jeszcze ośnieżone szczyty Tatr Wysokich. Wprawione bystre oczy z łatwością odnajdują  oznaczenia szlaku, ciekawe formy głazów, połamane czy uschnięte drzewa, różne odmiany mchów, maleńkie kwiatostany niezapominajek, fioletowe urdzika karpackiego i białe skalnicy tatrzańskiej, no i oczywiście zapowiedź jagodowej biesiady lipcowej - bo kwiatów jagodowych: ogrom!  ZAPRASZAMY  w lipcu!!! :) Droga minęła leniwie, wręcz powolnie - ale nikt nie narzekał na zadyszkę i bolące nogi. Zresztą dzięki Waszej "rozsądnej" ilości słodkich wspomagaczy,  mamy nieskończone pokłady energii ... i apetytu. Cudne widoki kilka razy  zmusiły nas do postoju i niemego wyrażania zachwytu. Ale rekord popularności pobił widok ścieżki na Gęsią Szyję, który zwłaszcza z daleka robi ogromne wrażenie ( a dlaczego nie możemy iść TAM???). Widoki z samej Polany też były oczywiście fascynujące, ale ... najważniejsze było jedzenie! Napatrzyliśmy się, najedliśmy - to czas w drogę, bo tu już 12.30 a o 12 zaczyna się msza u Dominikanów, którzy opiekują się sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej na Wiktorówkach. Ale żeby tam dojść ! Uff! Jaki wysiłek! Niby z górki, niby blisko - ale najpierw "Krzywa, skośna kładka przez górski, rwący strumyczek" potem te "schody nie schody", a nóżki naszych przedszkolaków, jakby nieco krótsze przecież. Ale daliśmy radę i jeszcze zdążyliśmy jak należy!!! Oczywiście w kościółku miejsca nie ma, na słońcu raczej siedzieć nie chcemy - bo potem nie wstaniemy... A tu niespodzianka - jakby na nas specjalnie czekały: schody, na których można usiąść w cieniu (potem okazało się, że cień jest co prawda bardziej niż chłodny). Kolejna niespodzianka: to specjalna msza - chrzcielna, a mała Gabrysia z niesfornymi czarnymi lokami, ubrana w tradycyjny strój góralski - jak bardzo mała góralka - prawie jak lalka. I jeszcze byli misjonarze, którzy budują kościół w Indiach. Więc po tej nieco dłuższej mszy przenieśliśmy się  do słońca, żeby przed powrotem dogrzać się na słońcu. Droga powrotna, tym razem szlakiem niebieskim, do miejsca: Zazadnia ( Pani!: napisali dwa razy "za" i "zadek" - tak w wolnym przedszkolnym tłumaczeniu brzmi ta nazwa) - szybko minęła. Na obiad zdążyliśmy zgodnie z umową. Nasze głodomorki znów popisały się apetytem: tradycyjny niedzielny rosół znikł w szalonym tempie, a kurczak zapiekany w jajku, również cieszył się dużym powodzeniem. A słońce uparcie na dworze świeci dalej - więc relaks poobiedni skrócony do minimum - i już jesteśmy z powrotem na słonecznym podwórku. Tu nie do końca taka beztroska zabawa, ale też poważna praca: trzeba przygotować kolejne strony naszej podróżniczych wspomnień "Śladami Koziołka Matołka" . Ale bawimy się beztrosko i pracujemy dzielnie: dla każdego coś miłego. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę na kolację, kiedy nadeszła ta "głodna" godzina, a potem łapaliśmy jeszcze ostatnie promienie, aż do zachodu słońca. Ale to i tak jeszcze nie koniec dnia: jak przystało na prawdziwy wyjazd integracyjny, czas na "dyskotekę na dobry początek". Taką niespodziewaną,  "na sportowo" - ale jakże udaną, z gromkimi śpiewami. A potem już tylko rzeczy oczywiste: kąpiel, ząbki, Leki z naszej przedszkolnej Apteki, dziś bez wspólnego słuchania bajeczki - bo nie da się mieć wszystkiego, ale z obietnicą spokojnych, kolorowych snów... I nowych przygód jutro.
A co jutro się wydarzy, co jutro czeka nas? 
A to już opowieść na inny czas:)

 
alt alt alt alt
alt alt alt alt

Komentarze 

 
# RE: Dzień Drugiwioligr 2017-05-29 07:55
Strasznie Wam zazdrościmy tych pięknych widoków:( Fajnie widzieć z rana już dzieciaczki uśmiechnięte:) Ściskamy Was Kochani i pięknych słonecznych dni życzymy:)
 
 
# RE: Dzień DrugiAgnieszka Wróbel 2017-05-29 07:57
Chyba się domyślam, kto mógł spać tak długo... i pewnie chciał pospać "jeszcze 5 minutek" ;) widoki piękne, buziaki uśmiechnięte, przygoda czeka!
Pozdrawiam mama Agnieszka ;)
 
 
# Cieplutkie pozdrowionkaMariusz 2017-05-29 18:32
:-* chętnie bym się przyłączył do tych ciekawych spacerów, bo lekka zazdrość u mnie gości
 

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych użytkowników