Przedszkole nr 11 w Chorzowie

Zielone Przedszkole 2018

Dzień drugi

Email
Cudowna godzina gdzieś pomiędzy 6.00 a 6.45.
Gdzieś zza ściany dobiega radosny rechot żaby i stukot kopyt szczęśliwego jednorożca. "???" Czy to znak że zabłąkałam się na wiosennej łące? Nie, ależ skąd! To po prostu znak, że wstały nasze szczęśliwe ZIELONOPRZEDSZKOLAKI:) Czas więc na poranne powitania w pokojach: jedni rysują w piżamkach, inni balują w ciepłych czapeczkach, a na samej górze grzeczne dziewczynki smacznie śpią. Do nich rechoty i stukoty nie dotarły.  Do śniadania jeszcze mała chwilka, jest więc czas na powolne przeciąganie, wesołe gadanie i fryzurek układanie. A o 8.00 wszyscy głodni ochoczo schodzą na śniadanie: zupka mleczna, z serkiem lub z szyneczką bułeczka - co kto chce. Szybko i konkretnie  zjedzone, drugie śniadanie spakowane, ciasto na dokładkę i banany oraz inne energetyzujące smakołyki rownież. No to możemy pakować się na wyprawę. I tu się rozpoczęły "schody". Od razu poznać, że to pierwszy dzień i szkoła szczegółów: trzeba rozróżnić ciepły sweterek od lekkiej bluzki, solidne  buty grubsze od lekkich, kurtkę od płaszcza nieprzemakalnego. I wciąż wracać do pokoju, żeby poprawić garderobę. Ale w końcu, szczęśliwie zajęliśmy miejsca w autokarze, w którym cierpliwy kierowca cierpliwie czekał. Mogliśmy rozpocząć naszą dzisiejszą przygodę. "A czy będziemy oglądać bajeczkę?" O nie! Przecież za oknami mamy prawdziwą bajkę: szczyty porośnięte lasem, szczyty w chmurach, szczyty ze śniegiem, drewniane chaty z bali, konie w oddali ... I tak dojechaliśmy do początku naszej wędrówki: Wierch Poroniec. Tutaj po zakupieniu biletów wstępu do TPN, krótkim przypomnieniu wiedzy o zachowaniu w parku narodowym, odszukaniu szlaku - rozpoczęliśmy wędrowanie. Wędrowaliśmy bardzo sprawnie, podziwiając  - jak to STRAŻNICY PRZYRODY: a to kwitnące jagodziny, a to mrówki budujące mrowisko, huby wyrastające z pni, mchy porastające kamienie i korzenie, połamane drzewa, poprzewracane drzewa, uschnięte drzewa, i co chwila inne tatrzańskie turnie wyłaniające się spoza chmur. Tu popiliśmy wodą, tam zagryźliśmy żelkiem - i w czasie przewidzianym na ,wkroczyliśmy na Rusinową Polanę. Szybko opanowaliśmy stoły i kamienne głazy jak stoły, bo jednak na świerzym powietrzu jeść się chce, i to jeszcze w takiej scenerii. Sceneria jednak nagle jakby się nam pogorszyła, w sensie: nieco przychmurzyła i nawet deszczem trochę postraszyła, ale daliśmy popis szybkiego uzbrajania się w peleryny i płaszcze przeciwdeszczowe. Brawo! Sprawnie uformowaliśmy "dziwaczną gąsienicę w gumowych uniformach" i powędrowaliśmy dalej. Pokonaliśmy drewniany mostek. Pokonaliśmy drewniane schody. I w zupełnej ciszy weszliśmy na WIKTORÓWKI - znane sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr. A deszcz jednak się nie rozpadał :) Mogliśmy więc spokojnie spakować nasze przeciwdeszczowe osłony, zjeść kolejną porcję prowiantu i popić przesmacznej ciepłej herbaty przygotowywanej przez zakonników, opiekujących się kościółkiem. Jednak czas na powrót.  I znów pokonaliśmy schody. Pokonaliśmy ostre zakręty pełne kamieni. Pokonaliśmy dziurawy mostek - i przed umówionym czasem doszliśmy do końca naszej wędrówki: Zazadnia. Dziwne jakieś te góralskie nazwy.
A w domu już czekał na nas niedzielny obiad: rosół z makaronem, ziemniaczki z pałeczkami kurczaka i sałatką z pekińskiej kapusty - tym razem to było "Wielkie jedzenie z wielkim apetytem". Z tak wypełnionymi brzuszkami koniecznie trzeba się było położyć "do góry brzuchem". Czas odpoczywania jednak zawsze mija nie wiadomo kiedy, a przed nami kolejne zadania: wymyślanie nazw pokojów (szczegóły jutro) oraz wspólne tworzenie KODEKSU ZIELONEGO PRZEDSZKOLA. W ten sposób na dyskusji o koleżeństwie, przyjaźni, współdziałaniu i pomaganiu oraz konsekwencji łamania tych zasad, upłynął nam czas aż do kolacji. A na kolację niespodzianka: w jadalni same gorące psy tzn. domowej roboty hot dogi. Nawet nie udało się zrobić zdjęć upamiętniających to dzieło kulinarnej sztuki pani Uli - tak szybko zniknęły.  A teraz już tylko bajeczka, kąpiel do czysta i leki z Zielonoprzedszkolnej Apteki rzecz oczywista. I: HASTA LA VISTA!
A jutro - kolejne wędrowanie i Giewontu podziwianie :)


----------
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt      

 

Komentarze 

 
# RE: Dzień drugiwioligr 2018-05-22 10:19
Życzymy dużo słoneczka i uśmiechu:) Pozdrawiamy gorąco!
ps: Kinga wszystkich mocno ściska i ma oko na Ewunię:)))
 

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych użytkowników