Przedszkole nr 11 w Chorzowie

Zielone Przedszkole 2018

Dzień czwarty

Email

Ach, co to był za dzień! Długi i słoneczny :)
A wszystko zaczęło się od samego poranka i  wcześniejszego śniadanka. Wcześniej wszyscy się ubrali, wcześniej do autobusu powsiadali i w bardzo długą drogę pojechali. Droga była jak wstążka asfaltowa, przerzucona przez zielone dywany, która zakolami i zakrętami (które wprowadzały w nas niepopkój o brzuszki naszych wędrowców) zaprowadziła nas do innej górzystej krainy, czyli w  Pieniny. Pierwszym punktem naszego dzisiejszego wędrowania było zwiedzanie zamku w Niedzicy.  Na szczęście przydzielono nam przewodnika na odpowiednią godzinę - mieliśmy dwie godzinki luzu - w sam raz, żeby zarezerwować rejs po jeziorze, zjeść drugie śniadanie nad przystanią statków, przejść się na tamę,  podziwiając krajobrazy pienińskie i dumnie wznoszący się Zamek, wybudowany na skale wyrastającej prosto z wody. Zapora wodna pomiędzy dwoma jeziorami niespodziewanie odkryła przed nami dodatkową atrakcję: na ziemi namalowano tutaj malowidło 3D przedstawiające wnętrze ukrytej w tamie elektrowni wodnej. Po dyskusji nad technicznymi aspektami spiętrzania wody, wytwarzania prądu w elektrowni wodnej i ochronie wiosek i miasteczek przed skutkami powodzi, okazało się, że trzeba się spieszyć pod barmę zamkową, gdzie czekała na nas pani Przewodnik. Doszliśmy dokładnie o wyznaczonej godzinie - co do minuty! To się nazywa precyzja!
Wszyscy myśleliśmy, że przewodnikiem będzie znana nam od lat, i lubiana pani Ola. A tu w bramie zamkowej czekała na nas pani Dominika. Ale  nie żałujemy! Jakże ona opowiadała ta pani Dominika: bardzo poważnym i specjalistycznym słownikiem, ale bardzo zrozumiale i ciekawie. Tak ciekawie, że MY byłyśmy zdumione, widząc jak nasze przedszkolaki, w zupełnej ciszy chłoną każde słowo, analizują, a potem zadają adekwatne pytania! Nieco strachu pojawiło się w sali tortur, a potem przy studni podczas opowiadania legendy o "zwiewnej jak motyl i lekkiej jak piórko Brunhildzie", wyrzuconej przez okno do studni, przez wściekłego Księcia Bogusława. Dla pewności i dla ochrony przed wizytą na Zielonym Przedszkolu Ducha Białej Damy, na wszelki wypadek wszyscy bardzo się starali,  głośno krzycząc: "Przebacz mi Brunhildo". Ale i tak nie jesteśmy pewni, czy jutro rano któryś z chłopców nie wstanie zupełnie łysy - jak się to przydarzyło Bogusławowi Łysemu. Przekonamy się jutro!
A tymczasem po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia przy znaku z Duchem, pomaszerowaliśmy na przystań, bo zbliżała się już pora naszego rejsu po jeziorze. W porcie już czekał na nas statek "HALNY" oraz jego kapitan. Jednogłośnie podjęto decyzję, że wchodzimy na górny pokład - nikt się boi: najpierw trzeba przejść po wąskim trapie, potem wspiąć się po wąskich schodkach, a potem stawić czoła wiatrowi, który  polował na czapki. Naszym celem był brzeg u stóp zamku czorsztyńskiego. Ale po drodze odkryliśmy uroczy zakątek: Harnasiowy Gaj. Okazało się, że dla dzieci to prawdziwy raj: hamaki i huśtawki porozwieszane pomiędzy brzozami to obietnica dzikiej, odkrywczej zabawy. A na dodatek ... usprawiedliwiając się cudowną, upalną pogodą - poczęstowaliśmy wszystkich lodami ( podobno od jutra ma być załamanie pogody, więc może nie być więcej okazji). Mała rzecz, a jak rozweseliła wszystkich. Ale nic nie może wiecznie trwać - trzeba było zakończyć harnasiowe szaleństwo i wejść na szlak do zamku czorsztyńskiego. Po drodze tylko jeszcze podziwianie łąk porośniętych tysiącem jaskrów i pachnącą miętą. Pod ruinami pamiątkowe zdjęcie i mozolna wędrówka na parking - bo tu już czeka nasz autobus. Teraz ostatni punkt programu tego długiego dnia: piknik nad Dunajcem. Jak tu pachnie wodą! Jak tu słychać wodę i ile tu w ogóle wody! Można by tak siedzieć, patrzeć i patrzeć: jak szybko woda płynie, jak szybują myszołowy, które tu zawsze mają swoje gniazdo, jak flisacy przygotowują swoje tratwy do sezonu spływów po Dunajcu. Ale przecież musimy wrócić do domu na obiado-kolację, poodpowiadać na wszystkie nieodebrane telefony :)
I znów wstążka asfaltowej drogi podprowadziła nas malowniczą trasą pod domowe progi. A teraz jak to mówią: myju, myju, papu, papu: pyszne jedzonko: zupka ulubiona pomidorowa oraz ziemniaczki ze schabem i mizerią. Smakowało i znikało!
A teraz niespodzianka: długo oczekiwana i niestety z różnych względów wychowawczych odkładana:  DYSKOTEKA - taka "codzienna". Nie za krótka - nie za długa, tak w sam raz. A na koniec już tylko sił wystarczyło na kąpanie, leków rozdanie i smaczne spanie!

 

 

----------
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt
alt alt alt alt

 

Komentarze 

 
# RE: Dzień czwartyAgnieszka Wróbel 2018-05-23 14:24
To zielone przedszkole to jak całotygodniowy dzień dziecka! Dyskoteka, lody... fiu, fiu :) Buziaki dla wszystkich, a największy dla Julka ;)
 
 
# RE: Dzień czwartyMika 2018-05-23 21:25
Cudnie tam macie! Oj też bym tak chciała. Życzę Wam aby informacje o załamaniu pogody okazały się nieprawdziwe.
Pozdrowienia i uściski dla wszystkich, a buziaki dla Marcela od mamy Moniki :-*
 

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych użytkowników