Przedszkole nr 11 w Chorzowie

Zielone Przedszkole 2018

Dzień siódmy

Email

5.00 - słoneczko już wstało i dzieciaki pobudziło!
Wszystkie pokoje, domek cały, światłem i dźwiękami wypełniło.
Tylko mały problem dzieci miały, bo papucie gdzieś im zwiały!
Rozsypały się po schodach - od parteru aż po strych
A w papuciach: mamby, ciastka i cukierki się schowały.
Szukać swoich papci każdy chciał,
lecz na nogach też cukierki miał,
a więc biegać trudno było...
I tak na słodko Zielone się skończyło.
a Duszek Zielonej Nocy pożegnał się z dzieciakami
obsypując wszystkich wkoło smakołykami:)

Oj głośno było tego poranka!
Ha! Nie zmarnował Duszek ostatniej nocki dzieci na Zielonym Przedszkolu! Nawet pani Uli podziękował za cały trud i pracę - sznurkiem cukierkowym ozdobił wejście do kuchni. Ale na śniadanie i tak trzeba było zejść, i coś innego niż cukierki zjeść. Zresztą zapachy przyciągały wszystkich: czyżby to jajecznica na nas czekała? Oczywiście - węch nas nie zawiódł. Tylko przed śniadaniem trzeba zrobić mały porządek w jadalni - przez noc suszyły się tutaj nasze stroje kąpielowe. Ale szybko sobie z tym poradziliśmy. Zaraz po tym ostatnim śniadanku czeka nas najtrudniejsze zadanie - wykładanie, układanie, poszukiwanie, odnajdywanie, segregowanie i dobieranie - czyli PAKOWANIE!!! Mozolna robota: koszulka po koszulce, torba po torbie, pokój za pokojem ... Ale przed obiadem sukces: w każdym pokoju stoją pięknie bagaże przygotowane do zniesienia  przed dom. Jeszcze tylko jedna rzecz prawie niemożliwa do zrobienia: spakować nasze przedszkolne zabawki: wszystkie szachy, pionki, kostki, karty ...
A w tak zwanym międzyczasie, niektórzy jeszcze podpisują ostatnie kartki z pozdrowieniami (więc dojdą dopiero po niedzieli) i kończą  swoje KAMIENNE ŚWIATY. Ale czas nieubłaganie płynie, więc musimy wejść ten ostatni raz do jadalni. Dziś czeka na nas pyszny krupniczek, a na drugie danie ziemniaki z rybką. A po obiedzie już tylko ostatnia wizyta w pokoju: mycie rączek, sprawdzenie szuflad i półek, schowanie ostatnich drobiazgów do plecaków na drogę, czapka na głowę, plecaczek na ramię i czekanie w świetlicy na transport do domu: oglądamy przygody Artura w krainie minimków - on też był strażnikiem przyrody.
A kiedy przyjechały nasze busy i bagaże się pakowały na swoje miejsca pożegnaliśmy się panią Ulą i Krysią dziękując za wszystkie śniadania, obiady, podwieczorki, kolacje i niekończące się dokładki, za pieczone ciasto, za pranie i sprzątanie, za ogniska przygotowanie ... DZIĘKUJEMY!
TO JUŻ JEST KONIEC: pakujemy się do busów. Osobno jadą chłopcy, osobno dziewczynki - to żadna kara, łatwiej Rodzicom będzie odnaleźć swoje pociechy. Niebo zasnuło się czarnymi chmurami, nawet spadło kilka kropel na nasze pożegnanie.
Jedziemy. Droga ucieka pod kołami pędzących busików, Tatry coraz bardziej zostają w tyle, potem remontowana zakopianka, Myślenice, Kraków, autostrada, bramki wyjazdowe - i dzieci już rozpoznają okolicę: to Katowice, a tu Auchan, i nareszcie ukochani Rodzice :)))
Jeszcze tylko pamiątkowa poduszeczka na wspomnieniowe sny do łóżeczka, Dyplom Strażnika Tatrzańskiej Przyrody z przeróżnymi dodatkami i można się przywitać ze stęsknionymi Rodzicami.

 

----------

 

alt alt alt alt
alt alt alt  

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych użytkowników