Zielone 2025 dzień 7: PIĄTEK

Dziś już piątek? Czyli to końca początek! Ale ten koniec wcześnie się rozpoczął: wtedy gdy Duszek swe psikusy zaczął. Ile  też ten Duszek musi mieć mocy, żeby tak rozrabiać przez pół nocy! Kalosze po schodach rozrzucone, drzwi bibułą poklejone. Ta bibuła wala się to tu, to tam, gdzie się tylko da: na lampach, na poręczach i we wszystkich innych wnętrzach. Na dodatek Duszek też po sobie zostawił pamiątki: kamyki z  Duszkową podobizną – takie Duszkowe pieczątki. No i żeby dzieciakom osłodzić to rozstanie, troszkę słodyczy na pożegnanie. Więc rano, tym razem pobudka specjalna nie była konieczna – jednak nasza gromadka była bardzo grzeczna. Nie biegali, nie krzyczeli – tylko jedno wiedzieć chcieli: czy możemy to sobie zjeść? I w pokoju gdzie nie wszyscy wstali – nie jedli, tylko czekali, czekali … I nie wszyscy sobie pozjadali – niektórzy na drogę, do domu, do siostry słodycze schowali 🙂 Ostatnie śniadanko – paróweczkowe – pyszne było, ale w piżamach się toczyło. To oszczędność czasu taka, żeby po Duszku posprzątać: bo narozrabiał i dał drapaka. A po śniadaniu dzisiaj nic ciekawego: czeka nas dużo pakowania nudnego. No i czasem trochę trudnego: bo kto by tam spamiętał wszystkie skarpetki, koszulki, sweterki i jeszcze ręczniki, czapeczki – to kłopot zbyt wielki 😉 Ale wszystko się udało – jakoś się poskładało, a czy dobrze? To się w domach okaże, gdy Mamy swym Bystrym Okiem sprawdzą: co się zgubiło, a co przybyło w darze. Ale tym się nie martwimy – bo w świecie komunikatorów telefonicznych, szybko wszystko się znajdzie i wróci do właścicieli bez żadnych sztuczek magicznych. Tymczasem do obiadu już mamy wszystko spakowane, nawet zabawki przedszkolne poskładane, śmieci rozrzucone posprzątane i pamiątki przygotowane. Teraz tylko trzeba obiad zjeść, bagaże na dół znieść i można do domu wrócić, a kolegom powiedzieć: CZEŚĆ 🙂 Ale żeby nie jechać z pełnymi brzuszkami, trochę relaksu w ogródku, pamiątkowe zdjęcia, pożegnanie z Gospodarzami i można się pakować do autobusu pomalutku.

Droga minęła spokojnie: trochę śpiewania i takie tam pogaduchy, a w większości oczy sennie zamknięte i głowa przytulona do sąsiada niczym do poduchy. Czas szybko mija i znów to samo lotnisko, jeden samolot całkiem nisko, autostrada wjazd i wyjazd, spodek, tunel i już Chorzów całkiem blisko. Ooooo!!!  Rodziców widać z daleka, a każdy na Dziecko z balonem czeka!!! I tak pomalutku kończy się nasza przygoda, ale … już Wiecie, że tuż za progiem może być kolejna i kolejna – jeśli tylko pozwoli …  zdrowie i pogoda:)

Zamiast zakończenia
    Benjamin Franklin powiedział: „Szkoła doświadczenia kosztuje, ale żadna inna nie potrafi lepiej wykształcić człowieka
    Nasze Dzieci często są wspaniale wyedukowane: czytają, liczą, posługują się biegle komputerem, poznają języki obce, interesują się specjalistycznymi dziedzinami – angielski, astronomia, anatomia, archeologia … A często prawdziwym kłopotem jest samodzielne ubieranie się, jedzenie, pilnowanie ładu i porządku wokół siebie, poczucie odpowiedzialności za powierzone rzeczy, cudzą własność, samoorganizowanie i sprzątanie po sobie, przewidywanie konsekwencji swojego zachowania, artykułowanie swoich potrzeb, rezygnację ze swojego planu na rzecz pomysłów innych, współpraca i współdziałanie z innymi, uznawanie i szanowanie praw innych, dostrzeganie i wychodzenie naprzeciw potrzebom innych, godzenie się na kompromisy, poczucie empatii …
    Dlatego w tym miejscu chciałybyśmy – organizatorki tego zamieszania zwanego ZIELONYM PRZEDSZKOLEM – podziękować wszystkim Rodzicom przede wszystkim za to, że umożliwili swoim pociechom uczestniczenie w takiej specyficznej formie „szkoły doświadczenia”.
    Dziękujemy, że jesteście wypełnieni zaufaniem do nauczycieli, którym powierzyliście swoje największe skarby na czas wyjazdu. Dziękujemy za zaufanie w naszą mądrość, kompetencje, zaangażowanie, dobrą wolę, ofiarność, oddanie i odpowiedzialność. Dziękujemy za wypełnienie się odwagą, aby często po raz pierwszy wypuścić swoje dziecko spod rodzicielskich skrzydeł. To jak powtórne przecięcie pępowiny.
    Dziękujemy za wypełnienie się absolutną pewnością, że dajecie dzieciom swoje przyzwolenie na taką samodzielność, aby nie obciążać dziecka poczuciem winy np. za to, że nie ma czasu i ochoty na rozmowy telefoniczne, albo że odpowiedzi są krótkie i lakoniczne TAK, TAK, NIE;  że nie ma w nich wyznań kocham cię, tęsknię, chcę wracać …
    Dziękujemy także za wszelkie drobiazgi: właściwe opisanie walizek, spakowanie rzeczy wg naszych wskazówek, obdarowanie mądrymi słodyczami, przygotowanie niezbędnej Apteczki, telefony w odpowiednich momentach, cierpliwość do nieodbieranych połączeń …
    Dziękujemy za słowa wdzięczności, mądre prezenty i wspaniałe powitanie …
    Jako szef tego zamieszania chcę także wyrazić specjalne PODZIĘKOWANIA Nauczycielom, przed którymi udział w takim wyjeździe stawia wielkie wymagania: wielkiego wysiłku intelektualnego, planistycznego, organizatorskiego wynikającego z konieczności bardzo dokładnego zaplanowanie czasu, przewidzenia także planów awaryjnych na wypadek zmian pogody, chorób, innych nieprzewidzianych sytuacji. Trzeba przecież zabrać wszystko, co może się przydać do zabaw, zajęć, organizacji czasu wolnego, organizacji wycieczek, spacerów, projektów w terenie, miłych i spokojnych wieczorów, bezsennych nocy, bardzo wczesnych poranków, i wielu innych niespodziewanych wydarzeń…
    Dziękuję za odpowiedzialność i gotowość do stresu wynikającego z tej wysokiej odpowiedzialności, za ogromny wysiłek mentalny i emocjonalny, wielką empatię i wczuwanie się w sytuację dziecka, które przecież może być nie tylko radosne i zadowolone, ale smutne, zagubione, stęsknione, zmęczone, zalęknione, chore …
    Dziękuję za ogromny wysiłek fizyczny, gotowość do ograniczenia kontaktów z rodziną i bliskimi – ze względu na intensywność i ogrom nieustającej pracy przez 24 godziny na dobę, pracy pełnej niespodzianek i bez gwarancji, że znajdą się momenty do odpoczynku. Dziękuję za gotowość do czerpania radości z tego nieustającego wysiłku…
      

P.S. Logistyczne
 – Prosimy o wyrozumiałość za pomieszane i zagubione rzeczy

P.S.Matematyczne                                                                                                                                                                         – Prawie 82 000: to nie ilość wydanych pieniędzy, ani ilość zebranych płaskich kamieni na wizerunki Duszka, ale średnia ilość dorosłych kroków wykonanych w ciągu tych 7 dni – a dzieciom trzeba doliczyć nieskończoną ilość przebiegnięć od pokoju do pokoju, z piętra na piętro, w ramach ” spokojnego: a można się odwiedzać?”

P.S. Lingwistyczne
– To Pani jeszcze nie ubrana?

– A można się odwiedzać

-o fuj! (na widok kota z myszą w zębach)

To nazwy naszych pokoi – ale SYRENKI mieszkały taaaaaaak nisko, że nie mamy zdjęcia ich wizytówki :(((

I to już naprawdę KONIEC