Dziwna cisza jakaś? A tu już 7 minut 30 – może nam ktoś poprzesuwał zegarki? I to taki śmieszny żarcik? Cicho w każdym pokoju. Tylko jakoś dziwnie stuka trójkątne okno w małym niebieskim pokoiku na poddaszu. Aha – czyli prognoza się sprawdzać zaczyna: idzie czoło frontu i zmieni się pogoda? Niech nam tylko deszczu nie doda!!!
Wchodzimy do każdego pokoju, a tu wszyscy spokojnie pomrukują, posapują, albo spokojnie leniwie oddychają – śpią w najlepsze. A czas poranka sobie nieubłaganie leci! Jeszcze momencik i trzeba im wszystkim w przejściu do świata OBUDZONYCH, bo nam śniadanko wystygnie. No i tak się dzieje, i już budynek tętni zwykłym, codziennym hałasem. Prawie wszyscy zdążyli na śniadanie, prawie wszyscy są gotowi na rozpoczęcie kolejnej, tym razem przyrodniczej wyprawy. Peleryny zapakowane – obserwujemy wszak objawy zmieniającej się pogody … i czekamy. Mijają minuty – nic, busików nie ma. Czekamy jeszcze chwilę -nic. No to telefon: okazało się, że duży autobus czeka na nas przy moście, a my u góry przy domu Pani Uli -( autokary tu nie wjadą bo mają problem z zawracaniem) Ewidentnie coś się nam dzisiaj sprzeciwia. Ale szybko zeszliśmy, z górki na pazurki, do autobusu przywitani – załadowani … i jedziemy do Zakopanego, do podwodnego świata. Sprawa jest umówiona, więc właściciel nie zdziwiony, że ma tylu małych klientów. Zestawy słuchawkowe przygotowane, instrukcja obsługi zaprezentowana: można iść, oglądać, słuchać i poznawać ciekawostki przyrodnicze z życia aksolotlów, żab, mant, pielęgnic, jesiotrów, wężogłowów, żółwi … mrówek. Tak, to nie pomyłka – tutaj, w Podwodnym Świecie znajduje się największe na świecie formikarium, czyli sztuczne mrowisko w przekroju, dzięki czemu możemy zobaczyć jak tysiące mrówek pracują w mrowisku, budując korytarze i dbając o swoją królową. Jednak najbardziej oblegane była strefa poświęcona małym, kolorowym ale trującym żabkom, które Indianie wykorzystywali do zatruwania swoich strzał. Intrygujące były też akwaria imitujące strefę meksykańskich jaskiń, w których można było obserwować ryby pływające nad naszymi głowami … lub symulacja górskiego rwącego potoku z utworzonym małym wodospadem przez który przepływa podobno aż 100 tysięcy litrów wody na godzinę, a który jest królestwem pstrąga. Natomiast największą sympatię wszystkich zdobyły dwa różowe Aksolotle, które swoimi czarnymi oczkami bardzo rozumnie się nam przyglądały… zresztą nie tylko z Aksolotlami niektórzy próbowali nawiązać kontakt. Byliśmy świadkami bliskiego kontaktu BUZI – BUZI z karpikami KOI. Oglądaniu nie było końca, wszyscy sprawnie posługiwali się zestawami. Do zakończenia tej ŻYWEJ LEKCJI PRZYRODY zmuszały tylko wyczerpane baterie zestawów audio. Zabierzemy do domu wspomnienie o tym czarownym miejscu – mamy magnesy!!! Zgodnie z planem możemy wędrować dalej … Przed nami prosta droga na Gubałówkę – to znaczy najpierw będziemy POD, żeby potem być NA. Po drodze jednak zatrzymujemy się nagle – przed nami GIEWONT w całej swej okazałości (ale to w Zakopanym normalny widok) za to trafiło się nam wejść w wyjątkowy punkt, z którego widać jednocześnie bardzo wyraźnie GIEWONT właśnie oraz KASPROWY WIERCH. Na dodatek, dokładnie pomiędzy nimi (oczywiście na chodniku przed nami) ustawiła się latarnia, która bardzo ułatwiła zauważenie i identyfikację obu szczytów. Popatrzeliśmy, i o wiele łatwiej można było sobie wyobrazić tego śpiącego rycerza leżącego na plecach z nosem do góry – niech śpi jak najdłużej. Idziemy dalej – stacja kolejki na Gubałówkę już niedaleko. O dziwo nie ma żadnych ludzi. Więc z łatwością kupujemy bilety, bez problemu przechodzimy przez bramki ( mamy doskonały trening przed jutrzejszym przekraczaniem bramek w termach. Jest kolejka, zajmujemy miejsca, i … ruszamy. Giewont wydaje się być jeszcze większy, i jeszcze bliższy. Obserwacje przerwał sygnał o zbliżającym się drugim pociągiem, i chwila grozy podczas wymijania – ale wszystko dobrze się skończyło, bo wcale groźno nie było 🙂 U góry trochę deszczyk nas postraszył, ale na razie to tylko parę kropel. Idziemy zająć strategiczne miejsca obserwacyjne. Pięknie widać całą panoramę Tatr, z łatwością można odnaleźć wszystkie 3 skocznie, i teraz też już nie ma kłopotu z odnalezieniem Kasprowego i Giewontu. Czas szybko biegnie, idziemy dalej, w kierunku opisywanej wszędzie atrakcji TATRZAŃSKIE MINI ZOO – całkiem to ma być niedaleko, i gdzie można spotkać się ze zwierzętami pasterskimi z całego świata. Ma być – bo na razie jest budynek z cennikiem, a z tyłu zabudowań przemykają się chyba alpaki. Miejsce niedostępne – nie udało się wykonać tego zadania. Wracamy. Okazało się potem, że tak miało być i na dobre nam to wyszło. Już idąc na miejsce spotkania z autobusem, z niepokojem obserwowaliśmy wielkie czarne chmury. Może nam się uda dojechać. Udało się! Dojechaliśmy – ale przed nami jeszcze wędrówka pod górkę. Nooo tu nam się może nie udać 🙁 w połowie trasy faktycznie postraszyły nas spadające grube krople – ukryliśmy się pod budowaną drewnianą wiatą. Krople wtedy zniknęły tak szybko jak się pojawiły – do domu już jednak całkiem blisko, więc doszliśmy, ale jak tylko wszyscy pojawili się w domu, zaczęło padać. UFF! Z obiadem po tych emocjach szybko się uwinęliśmy, odpoczęliśmy, ciasto Pani Uli zjedliśmy, zadania wspomnieniowe uczynione – WSZYSTKO GOTOWE, więc zgodnie z planowaniem: idziemy do Altanki na „ogniskowanie”. Najpierw pyszna kiełbaska, oczywiście przypiekany chlebek, a potem – jak tradycja nakazuje, przy ognisku ogniskowe piosenki się wyśpiewuje. Gardła na szczęście nie zdarte, i kąciki ze śmiechu poszerzone. A na koniec, gdy OGNISKA JUŻ DOGASA BLASK … OSTATNI UŚCISK RĄK … i obietnica, że za rok może znów się spotkamy … i DOBRANOCKOWA ISKIERKA
Księżyc już wysoko – jeszcze tylko okazja żeby sprawdzić, jak daleko do tej pełni niebieskiego Księżyca, odszukać na niebie jasno świecącą WENUS i JOWISZA. Ale że wielkie było przy tym ziewanie – więc najwyższa pora na spanie!!! Teraz tylko trzeba o podstawową higienę zadbać, właściwe leki zaordynować, kołderką opatulić i w poduszeczki zmęczone główki wtulić.
Dobranoc, dobranoc -pchły na noc
bo upiorna jakaś dusza
stuka, puka – klamką rusza CDN jutro:)














