Zielone 2026 dzień 6: CZWARTEK

Dzisiaj znów pobudka wędrowała piętrami, żeby sobie poradzić z leniwcami.

No nie! Wcale nie prawda, żadne leniwce, tylko postanowiliśmy iść na basen najwcześniej jak się da, żeby wszystko się dzisiaj zmieściło w rozkładzie dnia – no i żeby było mniej ludzi – więcej luzu dla nas. W takim razie bierzemy byka za rogi … i schodzimy na śniadanie już kompletnie przygotowani.  Po szybkim śniadaniu – tak szybkim, że nie zdążyliśmy się obfotografować – równie szybko byliśmy gotowi do drogi i … moczenia (hi, hi, hi – jakkolwiek to brzmi). No więc mogliśmy całkiem zasłużenie udać się do PRZYBYTKU DOBREJ WODNEJ ZABAWY. Po drodze z nostalgią przypomnieliśmy sobie widoki z pierwszej wyprawy na Rusinową Polanę – a dzisiaj pogoda z niską temperaturą sprzyjała ostrości krajobrazu. „CUD MIÓD”. Pojawiliśmy się w   TERMACH BANIA w Białce Tatrzańskiej krótko przed 10. A tu w środku puściutko, cieplutko i przytulnie. Obsługa zachwycona PRZEDSZKOLAKAMI – „takie grzeczne dzieci!!!”. Mieliśmy rezerwację na 2,5 godziny – tyle minut wodnego szaleństwa!!! Ha! Wieczornej kąpieli dzisiaj już na pewno nie będzie, bo się nam paluszki rozmoczą:))) Przejście przez bramki, dzięki wczorajszemu treningowi przeszedł wyjątkowo sprawnie. Przebieranie, pilnowanie rzeczy, chowanie w szafkach – poszło rewelacyjnie.  Idziemy na basen. Najpierw obowiązkowe zgłoszenie grupy i pogadanka z RATOWNIKIEM. I już można chlupnąć! Świetnie, że TERMY mają dwa wodne place zabaw – mogliśmy się rozdzielić. Woda w basenach cieplutka – wszyscy bez oporów rzucili się w jej zachęcającą toń. I jakie atrakcje: wypełniające się wodą kubełki, które niespodziewanie się przechylały i oblewały wszystkich wodą, bicze wodne, kula – fontanna, kaskada wodna spływająca po zielonych liściach. na drugim piętrze zmiana: pojawiły się dodatkowe całkiem poważne zjeżdżalnie: kręcona i wysoka, i zestawy do przepompowywania wody.  Po umówionym czasie – zmieniamy się basenami.  Potem pływający starszacy, razem z Paniami  powędrowali na zjeżdżalnię. Ale radocha! Nie do wiary, jak szybko minęły te godziny. Potem prysznice, znajdowanie szafek – nawet nie sprawdzaliśmy numerków – WSZYSCY pamiętali gdzie mają szafki!!! Wycieranie, ubieranie: WSZYSTKO nam się SUPER udało… i nawet nic się nie zapomniało!!! GRATULACJE!!!
I pomimo wczesnej godziny: około 13.00 – wszyscy z utęsknieniem czekali już na obiad! Oj dzisiaj w brzuszkach burczało okropnie! A mówiłyśmy przy śniadaniu, że woda „wyciąga”. Pewnie wszyscy się zastanawiali – co takiego ona wyciąga? A to chodzi o siły! Dlatego – żeby zregenerować utracone siły, wszyscy dziś znowu pięknie zjedli obiadek. A dziś w menu: zupa jarzynowa i spaghetti. Na podwieczorek jogurcik – ale to już po kinie.  Bo teraz od razu jedziemy do kina GIEWONT. Tu dzięki naszym STARYM ZNAJOMOŚCIOM zmieniono repertuar!!! Specjalnie dla nas wyświetlony został film SZYBCY I SPRYTNI – i tylko MY byliśmy na seansie! KTO TAK MA JESZCZE??? Po filmie spacerkiem idziemy w kierunku RÓWNI KRUPOWEJ: od razu oko zawiesza się na wyjątkowo dziś widowiskowym szczycie GIEWONTU. Ostatnie zdjęcie z tym najbardziej znanym z tatrzańskich szczytów, na dodatek z artystycznym drewnianym zapisem ZAKOPANE. I wracamy, ale nie będziemy się lenić: najpierw oczekiwany podwieczorek – a w tle Legenda o śpiących rycerzach pod GIEWONTEM:  no i okazało się, że to wcale nie tak zwyczajna góra. Potem najważniejsze zadanie na świecie: przygotować widokówki z pozdrowieniami – to zawsze jest wyzwanie, ale wszystko się świetnie udało  – a Pani Ula jak zwykle pomoże nam i przyjmie rolę KURIERA na pocztę. Nie zdążyliśmy tylko uzupełnić KALENDARZA Z POGODĄ w naszym DZIENNIKU TATRZAŃSKIEGO WŁÓCZYKIJA – ale w domu to będzie okazja do opowiadania i wspominania…. Zresztą znowu wszechobecny głód sprawił, że z niecierpliwością zaglądano do kuchni, a tam dzisiaj niezwykły ruch: jakieś placki  na długich deskach wkładane do pieca! I ten zapach: własna, domowa pizza. Taka kolacja! Przepraszam, jak powiedział Janek „można powiedzieć, że to hmmm OSTATNIA WIECZERZA” :))) była wyśmienita BELISSIMA!  Mówi się, że dzieci to MAŁE BATERYJKI –  bo szybko ładują siły. Zjedli … i znów wszyscy byli gotowi do działania. Więc działamy: szybka zmiana garderoby: KLASA, SZYK I ELEGANCJA … i …DYSKOTEKA NA JAK NAJLEPSZY KONIEC. Czego ONI nie tańczyli…. Wszystkie przeboje śpiewają… Wszystkie układy znają …Nawet każdy  On i każda Ona RAZEM w wolnym pląsie pląsają.  Jesteśmy pod wrażeniem: sił …  I niezmordowania …
 Ale nawet najlepsza zabawa kiedyś musi się skończyć, nawet jeśli może trwać nieco dłużej, bo nie trzeba się kąpać po takiej dawce kąpieli na basenach – żeby nam się paluszki nie rozpuściły jednak. Więc, co prawda z niezadowoleniem, ale wszyscy zgodnie, pożegnali się do jutra. Tylko jedna myśl była nieco niepokojąca: co tym razem wymyśli Zielononocny Duszek Zielonej Nocy????????  A niektórzy już wiedzą co wymyślił niesforny duszek … Hi hi hi!!!  Ale to już historia na następną opowieść :)))  bo teraz jedno wielkie  ziewanie – więc najwyższa pora na spanie!!! Teraz to już tylko trzeba o podstawową higienę zadbać, właściwe leki zaordynować, kołderką opatulić i w poduszeczki zmęczone główki wtulić.

Dobranoc, dobranoc -pchły na noc

oraz puma na tarasie:

ta, o której było w prasie … CDN jutro:)